Żył sobie kiedyś król Salomon. Mądry był i słynął swoją wiedzą nawet w sąsiednich krajach. Rzecz to niełatwa, bo innym królom trudno było znieść wypowiedzi swoich poddanych, sprowadzające się do tego, że są głupsi od Salomona. No więc Salomon słynął, w swoim cv miał wiele nieprzeciętnych dokonań, ale z jednym nie dawał sobie rady. Z pustym mianowicie. Nie umiał sobie poradzić z nalewaniem z pustego. Generalnie się tym nie przejmował, bo i tak umiał wiele rzeczy, których inni nie potrafili. Ale w końcu zaczął się tym gryźć, schudł chłop i zmarniał, aż - jak to się mówi - przeszedł do legendy.
Podejrzewam, że król Salomon tak marniał w oczach, bo podejrzewał, że ktoś gdzieś kiedyś znajdzie sposób na nalewanie z próżnego. I miał rację - bo przecież mądry był. Stało się to prawie 3 tysiące lat później i doszło do tego u nas. W Sejmie oczywiście.
I tu mały przytyk do malkontentów, którzy uważają, że w parlamencie mamy zgraję głupków, politykierów, ewentualnie przestępców. Pozornie to może tak wyglądać, ale tylko pozornie. Salomon, niby taki mądry, z pustego nalewać nie umiał, a posłowie nasi umieją.
Wprawdzie sam pomysł nalewania wziął się z Ministerstwa Finansów, gdzie swego czasu urzędował największy ekonomista naszej ery Grzegorz Kołodko. Chciał on wycisnąć pieniądze z rezerwy rewaluacyjnej, czyli zapisów księgowych. Ale jemu nie wyszło - za to udało się posłom.
Wpisali do tegorocznego budżetu większe wpływy z VAT. No i proszę - jest. Teraz postanowili pójść jeszcze dalej. W podatkach pojawiła się stawka 50%. Nawet ludzie z Ministerstwa Finansów, którzy niejedno źródło dochodów już widzieli, uznali, że z tego kokosów nie będzie. Ale Sejm dostrzegł 240 mln zł. I nawet rozdzielił. Teraz posłowie zobaczyli blisko 750 mln zł - znowu z VAT-u, ale także i z akcyzy. I jak zobaczyli, tak jest - w budżecie. Razem miliard złotych.