że chęć pozbycia się akcji dużych prywatnych inwestorów/funduszy ujawniana
jest w ostatnim momencie, a nie krąży wcześniej po rynku dołując mocno kurs.
Rzecznik PKO BP oczywiście potwierdza, że "portfel akcji KGHM traktujemy
jako portfel handlowy i będziemy nim efektywnie zarządzać". Efektywnie ?
Słyszałem to już z Kampanii Węglowej. No nic, starczy tych szyderczych uwag.
Po środowym minimum na 1785 pkt. systematycznie odrabialiśmy straty już do
końca tygodnia, a sprzyjał temu ... brak podaży. Rynek odreagował wyprzedaż
z początku tygodnia i nie miał mu kto przeszkadzać. Już w środę aktywność
inwestorów na większości światowych parkietów zaczęła być znikoma, a
wszystko ze względu na czwartkowe Święto Dziękczynienia. Choć Amerykanie
indyka smakują w czwartek, to giełdowy półświatek zamiera na całe cztery
dni. Przypominam to raz jeszcze, żeby przestrzec przed sugerowaniem się
"siłą" rynku w ostatnich dniach. Po pierwsze jak wspomniałem póki co było to
jedynie odrobienie strat, a po drugie zachowanie rynku było zupełnie
niewiarygodne ze względu na brak zagranicznych inwestorów i związane z tym
niskie obroty.
Czyli tydzień należy zupełnie zignorować ? Jeśli chodzi o zachowanie GPW to
tak. Na innych giełdach też nic się nie działo. Ale emocje sięgały zenitu za
to na rynku walutowym i tutaj trzeba tej kwestii poświęce giełdowe indeksy zupełnie się
tego nie obawiają ? Do czasu, o czym pisałem już tydzień temu, a przed czym
przestrzegał zarówno Greenspan, jak i Stephen Roach z Morgan Stanley. Można
znaleźć tuzin argumentów za tym, że osłabienie dolara wręcz może sprzyjać
giełdowym indeksom. Ale wystarczy za to jedno wydarzenie, by wywołać panikę
na indeksach. Jeśli spirala osłabienia dolara przekroczy pewien poziom
(jakże trudno go określić - ja bym powiedział, że jest to 1,35) i
amerykańska waluta zacznie dalej gwałtownie słabnąć, a interwencje EBC będą
skuteczne jedynie na kilka godzin (jak to często bywało w przypadku Banku
Japonii) to tak jak przestrzegają największe autorytety, zagraniczni
inwestorzy odwrócą się od Ameryki i przestaną finansować jej podwójne
rozdmuchane deficyty. Nawet jeśli co tydzień będę powtarzać tą przestrogę na
daremnie (oby), to uważam że warte jest to grzechu, bo wpływ rynku
walutowego na rynek akcji potrafi być bardzo silny i gwałtowny. Głównie
dlatego, że dla części rynku słaby dolar jest bardzo korzystny (eksporterzy
na tym korzystają - IBM, Ford, GE, GM, Procter & Gamble itd.), a więc do
pewnego momentu niesie też za sobą także mocne bycze argumenty.
A że straszę w towarzystwie Greenspana i Roach`a to czytelnicy powinni być
wyrozumiali. Skoro o głównym ekonomiście Morgan Stanley mowa, to wrócę do
niego raz jeszcze. Nie dlatego, że darzę go jakąś szczególną sympatią, ale
dlatego, że pilnie słucha go cała Wall Street. A w tym tygodniu okazało się,
że nie wszystko mówi on publicznie. Przez rynek odbierany jest jako
"niedźwiedzi z natury" i słuchając jego poglądów wszyscy biorą na to
poprawkę. Okazuje się jednak, że nie chcąc straszyć rynków i tracić na swej
popularności (szczególnie w USA mówienie o spadkach jest źle odbierane. Abby
J. Cohen która całą długą bessę mówiła o hossie była i jest cały czas
uwielbiana) nie wszystko powiedział publicznie. W zeszłym tygodniu Roach zorganizował
spotkanie z wybraną grupą zarządzających w funduszach inwestycyjnych, gdzie
przedstawił swoje poglądy bez żadnej medialnej presji. Spotkanie było
oczywiście zamknięte dla prasy, ale jedna z gazet weszła w posiadanie kopii
prezentacji. Nawet biorąc poprawkę na pesymizm Roach`a, nie można przejść
obok tego obojętnie. Jego zdaniem Ameryka w najbliższych latach ma nie
więcej niż 10% szans na uniknięcie "ekonomicznego Armagedonu". Mocne
stwierdzenie. Prawdopodobieństwo rozpoczęcia załamania gospodarczego już
teraz Roach ocenia na 30% szans, a 60% szans daje "pozostaniu w tym
nieładzie przez jakiś czas i opóźnieniu załamania na kolejne lata". Powody ?
Powszechnie znane, ale chyba mało kto odważył się przedstawić je w tak
ekstremalny (jak określają to ekonomiści) sposób. Problem leży głównie w
ogromnych amerykańskich deficytach, które będą dalej wywierać presję na
osłabienie amerykańskiej waluty. To z kolei zmusi FED do podniesienia stóp
procentowych znacznie szybciej niż chciałby tego sam Greenspan i znacznie
szybciej, niż zdyskontował to teraz rynek (przy okazji - Fed Fund Futures na
14 grudnia dają 98% szans na podwyżkę na posiedzeniu FOMC i 87% szans na
kolejną podwyżkę w lutym). Przypomnę, że rynek akcji wyjątkowo nie lubi
wysokich stóp procentowych, podobnie jak konsumenci, których portfeli nie
uzupełnią już obniżki podatków, ani refinansowanie kredytów hipotecznych.
Oczywiście problemu aż takiego to nie stwarza, gdy ożywienie na rynku pracy
będzie wystarczająco silne. Ale dalej nie jest. Czytając dalej Roach`a
wracamy do tego samego straszaka - brak finansowania amerykańskich deficytów
przez zagranicznych inwestorów. Ameryka od tych inwestorów na finansowanie
deficytów potrzebuje około 2,6 mld dolarów dziennie, czyli 80wrześniu po raz pierwszy od 3 lat - czyli od WTC - miała ujemny
przepływ kapitału do USA, natomiast dane Departamentu Skarbu za wrzesień i
sierpień pokazały, że zagraniczni inwestorzy sprzedali po raz pierwszy w tym
roku amerykańskie akcje wartości 5,9 mld dolarów. Zaniepokojenie to
potęgowane jest prze słabnącego dolara, czyli znowu wracamy do
najważniejszego wydarzenia tego tygodnia.
Jest szansa (zagrożenie), że przyszły tydzień też będzie walutowym
dreszczykiem emocji. O tym jednak pomyślimy już w poniedziałek, gdy dowiemy
się, czy chińscy partyjni ekonomiści szykują światu niespodziankę na
przyszły tydzień, czy też nie jest to jeszcze pora na uwolnienie juana. W
weekend w Pekinie odbywa się narada ekonomistów i po rynku cały czas krążą
plotki, że Chiny mogą właśnie w ten weekend uwolnić kurs juana (powiązany z
dolarem), lub tez związać kurs juana z koszykiem walut, a nie z samym
dolarem. Mało kiedy na rynku dzieje się coś czego wszyscy oczekują, ale
gdyby tak faktycznie było, to zanim napiszę poniedziałkowy poranny
komentarz, to euro mogłoby testować już poziom 1,35 wobec dolara i zapewne
dolar spadłby też poniżej psychologicznej bariery 100 w stosunku do jena.
Reakcja rynku akcji nie musi być wcale taka jednoznaczna, ale na początku
wielu inwestorów na pewno trochę by się przestraszyło. O tym, że to nie
tylko głupie plotki niech świadczy raport Bank of America wraz z Merrill
Lynch, które prognozują, że do 1 kwietnia (poprzednio oczekiwano tego
dopiero w drugiej połowie 2005 r) Chiny będą zmuszone właśnie do uwolnienia
juana, by zmniejszyć inflację (najwyższa od 7 lat) i schłodzić przegrzaną
gospodarkę.
O ile weekend minie spokojnie, to rynki światowe skoncentrują się na
wyjątkowo mocno zapełnionym kalendarzu amerykańskich danych makro. Na nas
też będą one miały znacznie większy wpływ, niż powszechnie ignorowany w
ostatnich miesiącach (po wejściu do UE) bilans płatniczy (wtorek o 16:00),
czy mało emocjonujące i przewidywalne posiedzenie EBC. W USA za to rynek
mocno będzie się emocjonować piątkowym raportem z rynku pracy. O wadze tej
publikacji nikogo przekonywać chyba nie trzeba, a szczególnie teraz uważnie
bym te dane obserwował, bo ostatnie huraganowe anomalie mogą powodować (jak
ostatnio) spore odchylenia od prognoz ekonomistów, które zanim rynek sobie
wytłumaczy, to nastroje na parkiecie będą już ustalone. Z innych publikacji
najważniejsza będzie w środę Beżowa Księga, oraz we wtorek wstępne dane o
PKB w III kwartale (14:30) wraz ze (16:00) wskaźnikiem zaufania konsumentów
oraz indeksem Chicago PMI. Nastroje konsumentów dodatkowo teraz zyskują na
wadze ze względu na przedświąteczny okres zakupów. Mocne wzrosty giełdowych
indeksów, oraz gładko przeprowadzone wybory zapewne przyczynią się do
mocnego skoku optymizmu, co analitycy zaraz przełożą na oczekiwania
świetnych wyników sprzedaży. Z wydarzeń z poza kalendarza makro warto
zwrócić uwagę na czwartkowe wystąpienie Ben`a Bernake, który 3 godziny po
rozpoczęciu amerykańskiej sesji ma wystąpienie w Waszyngtonie (przed klubem
ekonomistów) i w FED jest drugim po Bogu (Greenspan), więc rynki na
ewentualne kontrowersyjne opinie o gospodarce reagują równie silnie.
Na koniec przydałaby się jakaś prognoza. Tydzień temu oczekiwałem, że na
razie będziemy mieli tydzień na przeczekanie. Byliśmy tuż po 3 dniowej
konsolidacji i tuż przed 3 dniowych świątecznym letargiem na światowych
giełdach. I faktycznie nic w stosunku do zeszłego piątku się nie zmieniło, a
już na pewno żaden z rynków nie wygenerował na tyle wiarygodnego sygnału
(głównie chodzi o niskie obroty, a więc przypadkowość niektórych wahań), by
móc przekładać to na prognozę kolejne przełoży się też na powrót zagranicznych
funduszy na nasz rynek i dopiero wtedy zarówno na światowych parkietach, jak
i na GPW zobaczymy prawdziwą kondycję rynku. Wyraźnym impulsem do
rozpoczęcia nowego trendu będzie dopiero wyjście na dużych obrotach nad
kwietniowe szczyty (Indeks 1874,97 pkt. , Kontrakty 1891 pkt.), lub zejście
pod październikowe minimum (Indeks 1752,79 pkt., Kontrakty 1765 pkt.) co
byłoby jednocześnie przebiciem linii szyi formacji podwójnego szczytu.
[email protected]