Ustępujący prezydent Kuczma podczas spotkania z premierem Wiktorem Janukowyczem i gubernatorami obwodów wschodnich podkreślił, że nie może dojść do rozpadu Ukrainy. - Gdyby do tego doszło, nasz system finansowy rozpadłby się jak domek z kart - powiedział. Wschodnie obwody popierające prorosyjskiego kandydata na prezydenta - Wiktora Janukowycza, rozważają przeprowadzenie referendum w sprawie autonomii. Z kolei obóz Wiktora Juszczenki czeka na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie kontrowersyjnych wyborów, które - według opozycyjnego kandydata - zostały sfałszowane.
Obawy przed podziałem Ukrainy podzielili wczoraj inwestorzy. Wprawdzie giełda kijowska, tak jak w całym ubiegłym tygodniu, wczoraj nadal nie była czynna (obawiano się, że w tak niepewnej sytuacji nikt nie będzie chciał na niej handlować), to jednak odbywał się za granicą handel obligacjami Ukrainy. Cena najbardziej popularnych papierów, o terminie zapadalności w 2011 r., notowanych w Londynie za pośrednictwem Deutsche Banku, spadła do 97% wartości nominalnej, co spowodowało wzrost ich rentowności do 7,48%, poziomu najwyższego od początku sierpnia.
Analitycy podkreślają, że dla ukraińskiego rynku kapitałowego najgorsza jest niepewność. - Niezależnie od tego, kto zostanie ogłoszony zwycięzcą wyborów, nowy prezydent będzie musiał postawić na zwiększenie przejrzystości rynku kapitałowego. Ale wyniku wyborów wciąż nie ma - podkreśla, cytowany przez Bloomberga, Per Brilioth ze sztokholmskiego funduszu Vostok Nafta Investment. - Zdecydowanie najgorszy scenariusz to rozpad kraju - dodaje.
Najlepiej giełda powinna zareagować na wygraną prozachodniego Juszczenki. O tym, że inwestorzy liczyli na jego zwycięstwo, świadczy fakt, że w ciągu 7 tygodni przed wyborami indeks giełdowy PFTS zyskał aż 32%.
Bloomberg, PAP