- Zdecydowaliśmy się na ponowne skierowanie do parlamentu dwóch ustaw społecznych, które nie zostały poprzednio zaakceptowane - powiedział premier Marek Belka. Chodzi o ustawy: o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz o systemie ubezpieczeń społecznych. Istotą tej drugiej jest właśnie różnicowanie składki na FUS, płaconej przez osoby prowadzące działalność gospodarczą.
- Zaaprobowaliśmy mechanizm zbliżony do tego, jaki dziś obowiązuje pracowników najemnych - wyjaśniła wicepremier i nowa minister polityki społecznej Izabela Jaruga-Nowacka. - Ale jest to nadal preferencja dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą - dodała.
Nowy rządowy projekt - podobnie jak ustawa odrzucona kilka dni temu przez Sejm - przewiduje, że wysokość składki na FUS będzie zależeć od zarobków przedsiębiorców i wprowadza dziewięć progów dochodowych. Osoby zarabiające rocznie do 30 tys. zł będą płacić taką samą składkę ubezpieczeniową, jak obecnie, czyli 60% najniższego miesięcznego wynagrodzenia (493,84 zł miesięcznie). Jak zapewniła wicepremier Jaruga-Nowacka, aż dla 70% przedsiębiorców sytuacja się więc nie zmieni.
Dla zarabiających od 30 tys. do 39 tys. zł rocznie składka ubezpieczeniowa wyniesie 70% najniższego wynagrodzenia, czyli 576,15 zł miesięcznie. Osoby, których dochody mieszczą się w granicach 39-48 tys. zł, zapłacą na FUS co miesiąc 658,45 zł, (80% najmniejszej pensji).
Najwyższe składki sięgną 1111,14 zł miesięcznie, czyli 135% minimalnego wynagrodzenia. Taką sumę będą musieli zapłacić na FUS przedsiębiorcy, których roczne zarobki przekraczają 90 tys. zł (7,5 tys. zł miesięcznie). Jak wynika z rządowego przedłożenia, składkę w tej wysokości będzie uiszczać zaledwie ok. 800 (słownie ośmiuset) polskich przedsiębiorców, czyli niespełna 0,08% ogółu osób, prowadzących działalność gospodarczą.