Pod względem obrotów (206 mln zł) GTC biło wczoraj na głowę wszystkie blue chipy notowane na GPW. Z "rąk do rąk" przeszło ponad 930 tys. akcji warszawskiego dewelopera, stanowiących ponad 4,7% kapitału. Niemalże wszystkie walory zmieniły właściciela w ciągu jednej minuty - tuż po rozpoczęciu notowań ciągłych. Gros transakcji zawarto po 110 zł, czyli po kursie o 4,3% niższym od ceny zamknięcia z wtorkowej sesji (115 zł). Ostatecznie wczorajsze notowania zakończyły się na poziomie 111,5 zł (-3,1%), czyli najniżej od ponad trzech miesięcy. - Spadek kursu należy wiązać z niską ceną, po jakiej zawierano umówione transakcje - twierdzi Paweł Puchalski, analityk DM BZ WBK. - W przypadku tak znacznych pakietów różnice między ceną, po jakiej dochodzi do "wymiany" akcji, a ich wyceną rynkową, nie są jednak zaskoczeniem - dodaje P. Puchalski.
"Starzy" zmniejszają
zaangażowanie?
Oficjalnie nie wiadomo, kto sprzedawał wczoraj papiery. Za podaż najprawdopodobniej odpowiadają "starzy" akcjonariusze Globe Trade Centre. GTC przeprowadziło pod koniec kwietnia publiczną ofertę. Dotychczasowi udziałowcy zobowiązali się, że przez co najmniej 6 miesięcy od zakończenia subskrypcji nie będą zmniejszać zaangażowania. Termin "blokady" upłynął. Wyjątek stanowi GTC International (ma 50,9% kapitału dewelopera), które zobowiązało się do zachowania stanu posiadania w spółce córce przez co najmniej rok. Tzw. lock-up nie obowiązuje już m.in. holenderskiego inwestora Adria (wg dostępnych danych ma 8,8% akcji GTC), austriackiego funduszu nieruchomości Immoeast (7,8%) oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (4,2%). EBOiR ma jednak mniej akcji niż wczoraj zmieniło właściciela.
Tajemniczy sprzedawcy