Mamy za sobą sesję, którą bardzo trudno nazwać ciekawą. Widząc jedynie rozpiętość notowań na świecy dziennej można odnieść mylne wrażenie, że mieliśmy do czynienia z bardzo dynamiczną sesją. Faktycznie jednak właściwie przez cały czas jej trwania poruszaliśmy się w bok. Jedynie ostatnie 30 minut było zadowalające. Kursy mocno skoczyły w górę, zamykając notowania na dziennych maksimach. Takie zachowanie rynku skutecznie utrudnia analizę i podejmowanie decyzji inwestycyjnych.

Przebieg ostatnich minut sesji zapewne podniosło ciśnienie większości graczy. Posiadacze krótkich pozycji nerwowo zastanawiają się, czy to nie próba ataku na szczyty. Zamknięcie nieco nad poziomem linii trendu może pośrednio to sugerować. Siła wzrostu cen kontraktów miała także inną przyczynę. W ostatnich dniach na rynku terminowym nastroje były raczej pesymistyczne. Widać to było po wielkości bazy, która utrzymywała przez kilka dni wartości ujemne. Także wczoraj przez dłuższy czas poziom notowań kontraktów był niższy od wartości indeksu. Na zamknięciu sytuacja uległa zmianie, a właściwie zbliżyła się do normalności. Baza była już dodatnia i wyniosła +5,12 pkt. Ponownie nastroje na rynku terminowym rozminęły się z faktycznym ruchem cen.

Końcowy wzrost wlał nieco nadziei w bycze serca. Problem w tym, że styl zwyżki pozostawia sporo do życzenia. Można przypuszczać, że początek dzisiejszej sesji będzie dobry, ale dalszy przebieg notowań nie musi być wcale taki optymistyczny. Problemem jest wczorajszy obrót, który wcale nie potwierdza jakiejś zdumiewającej siły popytu. Tak, końcówka należała do byków, ale przesadą jest mówić o silnym ataku popytu. Wygląda to bardziej na kolejną próbę podniesienia rynku, by wyrzucić papiery na wyższych poziomach.