"To co się dzieje na rynku walutowym jest potencjalnie niepokojące." Parafrazując słowa premiera zajmującego stanowisko w sprawie lawiny zagranicznej gotówki, jaka przygniotła złotego, można to samo powiedzieć w odniesieniu do giełdowych indeksów, które przełamały właśnie kwietniowe szczyty. W październiku pisałem, że euforyczna sesja ponad tymi oporami (WIG20) będzie dobrą okazją do ewakuacji z rynku na kolejne miesiące. Czy coś się zmieniło przez te ostatnie dwa miesiące i stanowisko należy podtrzymać?

No i tutaj muszę zastosować "analityczny bełkot", którego tak czytelnicy nie lubią. Z jednej bowiem strony nie widać żadnych zmian w fundamentach. Oczywiście oprócz faktu umocnienia złotego, który zaraz odbije się czkawką polskiej gospodarce, analogicznie jak umocnienie euro zahamowało ożywienie w Eurolandzie. Za mało miejsca, by przytoczyć wszystkie argumenty, ale jeśli oceniać GPW pod kątem fundamentów, to zachęt do pozbycia się akcji jest trochę więcej niż we wspomnianym październiku.

Z drugiej strony, w tym okresie Dow Jones z testowania rocznych minimów przeszedł do kreślenia nowych szczytów (w 80% zasługa wyborów), węgierski BUX zyskał kolejne 10%, a sprzedaż PKO BP wraz z innymi ofertami była demonstracją wolnej gotówki krążącej po rynku. Analityczny bełkot polega na tym, iż nawet jeśli w mojej opinii indeksy znajdują się zbyt wysoko, a wrzenie na rynku pierwotnym grozi poparzeniem, to na obecnym etapie nikt się tym nie przejmie ze względu na bycze otoczenie, w jakim GPW się znalazła. Od momentu gdy WIG20 przebił wczoraj 1874,97 pkt należy wypatrywać dalszych wzrostów i czekać na sygnały sprzedaży. Kolejna różnica z październikiem jest taka, że takim sygnałem nie będzie teraz euforia - takich przy tych nastrojach może być kilka.