Reklama

Na Zelmer jest ssanie

Z Andrzejem Liboldem, prezesem Zelmera, rozmawia Krzysztof Woch

Publikacja: 04.12.2004 06:45

Zelmer miał zadebiutować na giełdzie jeszcze w tym roku. Dlaczego zdecydowano się przesunąć ofertę publiczną na styczeń?

Tak zadecydował oferujący - Dom Maklerski BZ WBK. Uzasadniał to po pierwsze tym, że będziemy mieć więcej czasu na spokojne przygotowanie oferty. Z drugiej strony okres przedświąteczny to zły termin, biorąc pod uwagę wysyp konkurencyjnych ofert.

W styczniu też będzie ciasno na rynku pierwotnym. Czym Zelmer będzie przekonywać do siebie inwestorów?

Umiejętnością zarabiania pieniędzy. Okazało się, że przedsiębiorstwo Skarbu Państwa, takie jak Zelmer, udało się wyprowadzić z bardzo głębokiej zapaści. W 2002 roku mieliśmy już 6,5 mln zł zysku netto, rok wcześniej było to ponad 18 mln zł straty. W Zelmerze dzisiaj nie ma sprzedaży z ujemną rentownością. Kiedyś to było dopuszczalne. Wszystkie grupy produktowe Zelmera osiągają wysoką, nierzadko dwucyfrową rentowność. W listopadzie 2002 roku praktycznie spłaciliśmy też wszystkie kredyty. Od tego czasu nie korzystamy z obcych kapitałów. Finansujemy działalność operacyjną z własnych środków.

To bardzo konserwatywne podejście do biznesu...

Reklama
Reklama

Wywodzę się ze szkoły, która jest oparta na kategoriach zysku i konieczności gromadzenia pieniędzy. W okresie restrukturyzacji kosztów firma potrzebuje jak najwięcej pieniędzy po to, aby móc spokojnie funkcjonować. Bo cóż to za sanacja kosztów, jak ja ciągle będę wchodzić w kredyty bankowe i ponosić koszty finansowe z tytułu obsługi długu? W konsekwencji reżimu finansowego, obniżania kosztów produkcji udało nam się bardzo szybko osiągać dobre wyniki finansowe. To stanowiło mój osobisty dramat.

Dramat z powodu dobrych wyników?! Nie rozumiem.

Od początku 2004 roku jestem potężnie atakowany za wolne środki na rachunku bankowym. Na naszym koncie znajduje się ponad 60 mln zł. U wielu pojawiła się naturalna chęć skoku na tę kasę. Najlepiej chyba by było, gdyby ją rozdać.

A może zainwestować?

Wychodziłem z takiego założenia, że jeżeli Zelmer pokaże siłę do generowania pieniędzy, to jest to jeden z elementów podniesienia wartości firmy przy jej sprzedaży. Bo cóż innego miał pokazać Zelmer idąc na giełdę? 50 lat tradycji? OK. I co dalej? Kapitał. To, że spółka ma zdolność generowania środków, które pozwalają na stabilne funkcjonowanie firmy i realizowanie niezbędnych inwestycji ukierunkowanych na potrzeby rynku.

I co? Nie podobała się Pana polityka? Kto Pana atakował?

Reklama
Reklama

Różni politycy, którzy są wrogami prywatyzacji poprzez giełdę oraz różni lokalni działacze, którzy nie mogą się pogodzić, że nie będą mogli pomieszać w kasie publicznej spółki. W ciągu trzech lat mojej kadencji Zelmer został odizolowany od wszelkich wpływów polityków. To jest fabryka, gdzie prowadzona jest działalność biznesowa i wytwarzana wartość dodana. Dbam o wyniki finansowe firmy i uczciwych lojalnych względem firmy pracowników. Tak będzie nadal.

Dobrze. Co się dzieje z wolnymi środkami? Czy w jakiś sposób procentują?

Każda decyzja powyżej 10 tys. euro w zakresie inwestycji musi mieć zgodę rady nadzorczej, która liczy w Zelmerze 5 osób. Ja nawet nie mogę kupić obligacji Skarbu Państwa bez zgody rady. W związku z tym pieniądze są gromadzone w najbardziej prymitywnej formie - na rachunku bankowym.

Tym bardziej nie mogę dziś dokonać inwestycji prosprzedażowych. Bo gdybym powiedział, że chcę zainwestować 3 czy 4 miliony euro na jakimś rynku X, to podejrzewam, że rada nadzorcza mogłaby się rozchorować. Tak to teraz wygląda. Agresywne działanie w biznesie wymaga ryzyka. Ja wiem, że za to można zapłacić posadą. Ale to jest ryzyko każdego menedżera.

Jestem przeciwnikiem strategii pasywnej. Po co nam giełda? Bo myślę o następnych 5-6 latach. Nie ma możliwości, żeby taka spółka jak nasza utrzymała się w tej branży jako firma państwowa.

To dlatego Panu zależy na wprowadzeniu jej na giełdę? Aby uwolnić się od "paraliżującego" nadzoru? Tak, dlatego długo namawiałem Skarb Państwa, żeby w pełni sprywatyzować Zelmer - 85% akcji dla inwestorów, 15% dla załogi. Wysyłamy tym samym bardzo czytelny impuls do przyszłych inwestorów, że państwo nie będzie już w żaden sposób ingerować w działalność Zelmera.

Reklama
Reklama

Dlaczego giełda, nie inwestor branżowy? Czy zarząd będzie mieć jakieś wymierne profity z prywatyzacji właśnie tą ścieżką?

To nie jest tak, że stoję po stronie załogi, nie chcąc inwestora branżowego. Nie mogę jednak iść przy prywatyzacji na konflikt z pracownikami. Czy inwestor branżowy jest Zelmerowi potrzebny? Mam duże wątpliwości. Gdy dzisiaj słyszę, że grupa SEB (reprezentowana przez marki: Tefal, Rowenta czy Moulinex - przyp. red.) chciałaby kupić 30-40% udziałów Zelmera, to się śmieję, bo grupę SEB mógłbym dziś kupić. Żebym tylko miał pozwolenie władz. Bo jako spółka Skarbu Państwa nie mogę nic. Dlatego najlepszym inwestorem dla Zelmera, któremu będzie zależeć na podnoszeniu wartości firmy, jest stabilny inwestor finansowy. Bo on będzie dbać o wyłożony kapitał. Ta koncepcja została dobrze przyjęta przez załogę i największe związki zawodowe.

Podkreślam jednocześnie, że zarząd nie ma żadnych kontraktów ani żadnych uprzywilejowanych akcji. Nie partycypuje też w akcjach pracowniczych. W momencie prywatyzacji inwestorzy zastaną nas jako pracowników na umowę o pracę z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. Nie ma tu żadnych ochronnych parasoli, spadochronów. Oddajemy firmę inwestorom.

Przed trzema laty, gdy Pan przyszedł do Zelmera, miał określony program prowadzący do wprowadzenia spółki na giełdę. Ten etap mamy już prawie za sobą. Co dalej? Jaki jest program na następne dwa, trzy, cztery lata? Wspomniał Pan, że Zelmer nie może być pasywny. Co to znaczy?

Zelmer jest w takiej sytuacji, że musi toczyć bardzo silną walkę konkurencyjną z producentami branży AGD. Pierwszym krokiem po prywatyzacji będzie dywersyfikacja palety naszych wyrobów. Zelmer jest trochę firmą monokulturową. Tymczasem powinien rozwijać to, co przez trzydzieści lat robił, dostosowując nasze produkty po stronie kosztowej do takiej konfiguracji, aby ceny były akceptowane przez rynek. To jest jedna dziedzina.

Reklama
Reklama

Z drugiej strony Zelmer musi wypracować strategię nowej palety produktowej, której dotychczas nie miał. Dzisiaj musimy sobie odpowiedzieć, czy mając taki brand jak Zelmer, nie powinniśmy zaatakować innego, segmentu rynku AGD.

Mówimy o tzw. dużym sprzęcie AGD?

Moim zdaniem, konkurowanie w lodówkach czy pralkach jest już nie dla nas, bo tu się biją największe światowe tuzy... ale i tego segmentu nie wykluczam. Powinniśmy szukać niszy w urządzeniach fastfoodowych, ogrodowych...

Ogrodowych?

Mam tu na myśli np. takie modne na Zachodzie "odkurzacze" do zbierania i prasowania liści. Inaczej mówiąc - segment ładnych ogródków i obejść. Musimy ponadto zobaczyć, na ile Zelmer może zafunkcjonować w systemach centralnego odkurzania w budynkach przemysłowych. Mówimy też o różnego rodzaju sprzęcie nagrzewczym oraz wentylatorach. Pomysłów nam nie brakuje.

Reklama
Reklama

W tej chwili już badamy, czy powinniśmy to robić własnym sumptem czy może pójść na międzynarodową wymianę, jak to robią inni na świecie - wykorzystując nasze logo, nasz brand - i importować te wyroby, dając jedynie własną markę. Mamy bowiem dobrze rozpoznawalny znak. Nasze wyroby są dobrze oceniane przez rynek, a niektóre produkty biją rekordy sprzedaży, mimo że nie są tanie. Zelmer nie chce być jednak kojarzony z produktami tanimi o niskiej jakości i porównywany z produktami azjatyckimi.

Które produkty w pierwszej kolejności wzbogacą asortyment Zelmera?

Wentylatory, opiekacze, być może frytkownice, młynki i parzarki do kawy. To jest ta grupa, która jest teraz przedmiotem pracy dyrektora ds. rozwoju.

Wchodząc na giełdę Zelmer nie pozyska żadnych środków, chociaż musi ponieść koszty oferty. Pieniądze zasilą kasę Skarbu Państwa. Czy Zelmer sięgnie później po kapitał z giełdy? Kiedy moWspomniana strategia dotyczyła rynku krajowego. Muszę zadać przyszłym akcjonariuszom jedno pytanie: co z zagranicą?

Bo czego dzisiaj Zelmerowi brakuje? Nam nie są potrzebne pieniądze na dodatkowe linie produkcyjne czy powierzchnie, bo dzisiaj wykorzystujemy je w niespełna 60%. Jest potencjał inżynierski, potencjał produkcyjny. Brakuje - mimo tylu lat tradycji w eksporcie - własnych kanałów sprzedaży. Możemy je "kupić", przejmując zagraniczne podmioty.

Reklama
Reklama

Mamy dzisiaj ponad 60 mln zł wolnych środków. Oceniliśmy, że potrzebujemy 100-120 mln zł, żeby zagrać na rynku europejskim.

Ale do tego potrzebny jest klarowny układ właścicielski i zaakceptowanie programu działań, który pokaże, ile dzięki wyłożonym 100 mln zł zarobimy. Te koncepcje są. Dlatego chcieliśmy przeprowadzić emisję akcji serii B. Nie udało się. Wystąpimy z takim pomysłem w nowym układzie właścicielskim. Decyzję podejmą już nowi inwestorzy.

Przygotowania Zelmera do giełdowego debiutu trwały bardzo długo. Może Pan powiedzieć, jakie jest zainteresowanie ofertą publiczną spółki?

Mimo że praktycznie w ofercie będą uczestniczyć jedynie inwestorzy krajowi, nie obawiam się o jej powodzenie. Na Zelmer jest ssanie, głównie ze strony otwartych funduszy emerytalnych, innych instytucji finansowych, ale też inwestorów indywidualnych.

Zelmer wchodzi przecież na giełdę dobrze przygotowany z zapisanym programem na trzy następne lata, zakładającym 10--proc. wzrost sprzedaży i zysku netto rocznie.

Nie boicie się przedstawiać projekcji finansowych na trzy lata do przodu? Kilka spółek już się na tym "przejechało", bo nie potrafiło wypełnić prognoz nawet na najbliższy rok. A należy pamiętać m.in. o rosnących cenach surowców.

Zgadza się, dlatego znalazło się też zastrzeżenie, że realizacja prognoz będzie zależeć od kursów walut i wzrostu cen surowców. W tym roku straciliśmy już z tytułu różnic kursowych 1,8 mln zł, bo wszystkie pieniądze mamy lokowane w euro i USD, więc osłabianie tych walut nam nie służy. A koszty materiałów i surowców rzeczywiście w nas mocno uderzyły. Ceny stali prądnicowej wzrosły o przeszło 45%, tworzywa sztuczne podrożały o 15%, miedź - o 20%. Ale kłopoty i różne nieprzewidywalne zdarzenia w działalności gospodarczej są po to, żeby je pokonywać. Przez trzy lata czyniłem to skutecznie.

Czy w prospekcie znajdują się jakieś zapisy dotyczące dywidendy?

Zarząd deklaruje wypłatę co najmniej 10% zysku netto.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama