Na światowych giełdach niezmiennie królują optymiści. W USA S&P 500 ustanawia nowe tegoroczne maksima. Już tylko o krok od pokonania szczytu ze stycznia jest też technologiczny Nasdaq Composite. Sygnały świadczące o kontynuacji hossy napłynęły ostatnio także z rynku niemieckiego, gdzie DAX znalazł się na poziomie najwyższym od lipca 2002 r. O dobrych nastrojach świadczy także zachowanie rynku wobec negatywnych informacji. Piątkowe słabe dane o liczbie nowych miejsc pracy miały zdecydowanie słabszy wydźwięk niż w czasie, gdy indeksy znajdowały się w średnioterminowej konsolidacji.
Sytuacja na wykresach przemawia za dalszymi zwyżkami w nadchodzących tygodniach. Trend średnioterminowy jest wzrostowy. Poza tym silna korekta w najbliższym czasie wcale nie jest przesądzona - mimo ostatniego znacznego ruchu w górę. W przypadku S&P 500 przejściowa konsolidacja w drugiej połowie listopada umożliwiła oscylatorowi stochastycznemu wyjście ze strefy wykupienia. Tak więc ze strony krótkoterminowych wskaźników nie widać obecnie poważniejszych znaków ostrzegawczych. Końcówka roku powinna więc być dobra. Minimalny zasięg krótkoterminowego wybicia w górę ze wspomnianej konsolidacji (1170-1184 pkt) to 1200 pkt.
Ostatnie wydarzenia na rynku amerykańskim nie są też bez znaczenia w długoterminowej perspektywie. S&P 500 zdołał wreszcie pokonać 50-procentowe zniesienie "wielkiej" bessy z lat 2000-2002 (ok. 1160 pkt). Ostatnie zniesienie Fibonacciego (62%) znajduje się na wysokości nieco powyżej 1250 pkt. Co ciekawe, wartość ta pokrywa się z minimalnym zasięgiem zwyżki wynikającym z konsolidacji, w jakiej główny amerykański indeks trwał przez większość tego roku. Styczniowy szczyt S&P 500 (1157 pkt) dzieliło od sierpniowego dołka (1063 pkt) niecałe 100 pkt. Przynajmniej tyle samo powinien wynieść teraz wzrost. Indeks mógłby zatem dotrzeć do poziomu właśnie ok. 1250 pkt. Trudno powiedzieć, czy jest to perspektywa kilku, czy raczej kilkunastu tygodni.