Na ostatnich dwóch sesjach najciekawszym momentem były fixingi na zamknięcie sesji. W piątek o kilkanaście punktów podciągnięte zostały kontrakty, a wczoraj aż 10 pkt zyskał WIG20. Nikomu chyba już nie chce handlować się w czasie regularnych notowań, gdy chwilę przerwy robią sobie zagraniczni inwestorzy. Oczywiście, można tworzyć spiskowe teorie dziejów, demaskujące te dziwaczne ruchy, ale jeśli ktoś chce w jedną całość połączyć piątkowe wyskoki rodzimych kontraktów, z wczorajszym analogicznym zrywem w końcówce nie tylko WIG20, ale też węgierskiego BUX, to tłumaczenie będzie już zbyt zagmatwane.

Ogólnie podsumowując sesję, należy ją uznać za mało znaczącą dla ogólnego obrazu rynku. Co prawda, indeksy spadły, ale bardzo niskie obroty temu towarzyszące oraz wąski rynek biorący w tym udział każą patrzeć na to z przymrużeniem oka. Zresztą dla techników pierwszym ważnym poziomem wsparcia jest dopiero przebity w czwartek kwietniowy szczyt na indeksie (1875,94), a poziomu tego wczoraj nawet nie dotknęliśmy.

Zdecydowanie bardziej miarodajne powinno być zachowanie rynku na dzisiejszej sesji, na której debiutują akcje TVN. Wartość firmy jest kilkunastokrotnie mniejsza od PKO BP i ktoś porównania mógłby uznać za naciągane, ale wydaje się, że zachowanie kursu w pierwszych dniach od debiutu będzie miało dla szerszego rynku znaczenie równie duże jak przy emisji banku. Narażając się drobnym inwestorom na koniec powiem, że właśnie w tej spółce upatruję końca raju dla "pierwotniaków". Rozumiem medialność spółki i urodę prezenterek telewizyjnych, ale nie do końca rozumiem tak wysoką cenę tych akcji. Oczywiście towar jest wart tyle, ile ktoś chce za niego chce zapłacić. Odrywający się powoli od fundamentów PKN jest tego najlepszym przykładem.