Według władz Konfederacji, brak planów zagospodarowania odstrasza inwestorów. - Losy danych gruntów powinny być przewidywalne. Tak jednak nie jest - tłumaczy Ryszard Kowalski, prezes Związku Pracodawców-Producentów Materiałów dla Budownictwa. Z taką opinią zgadzają się analitycy rynkowi. - Ustalenie planu likwiduje lub zdecydowanie zmniejsza problem spekulacji gruntami - mówi Marek Jamro z Jones Lang LaSalle.
Rozwiązaniem miała być nowa ustawa o zagospodarowaniu przestrzennym gmin. Stosowny projekt przygotował we wrześniu rząd. Chodziło o nałożenie na gminy obowiązku przygotowania planów przeznaczenia dla wszystkich gruntów. Plany te miałyby status prawa miejscowego. Właścicielom przysługiwałoby więc odszkodowanie, jeżeli po ich wprowadzeniu zmniejszyłaby się wartość nieruchomości. Dzieje się tak np. wtedy, kiedy gmina decyduje o budowie drogi przez prywatne tereny. - Domagamy się, aby rząd przesłał wreszcie projekt do Sejmu i rozpatrywał go w trybie pilnym - stwierdziła Henryka Bochniarz, prezes PKPP.
Rada Ministrów przyjęła co prawda projekt ustawy, ale pod warunkiem, że zdobędzie pozytywną opinię środowisk samorządowych. Tak się jednak nie stało. Samorządowcy obawiają się wielomilionowych odszkodowań, które będą płacić właścicielom po wprowadzeniu planów na obszarze całej gminy. - Tak naprawdę chodzi jednak o to, że ustawa ogranicza uznaniowość urzędników - sugeruje R. Kowalski.
Zdaniem inwestorów, gminy niekoniecznie muszą tracić na planach. - Ważnym źródłem dochodów może być tzw. renta planistyczna, pobierana jeżeli wartość nieruchomości wzrosła na skutek ustalenia planu - mówi Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Gmin Deweloperskich. - Wiadomo przecież, że ceny gruntów posiadających plany są wyższe - dodaje. Wzrost wartości widać wyraźnie w przypadku, kiedy gmina przekształca atrakcyjnie położone grunty rolne na tereny pod inwestycje komercyjne. - Ich cena rośnie wtedy nierzadko kilkunastokrotnie - przyznaje M. Jamro. Według projektu rządowego, gminy mogłyby pobierać 10-30% kwoty, o jaką wzrosła wartość nieruchomości - ale tylko wtedy, kiedy właściciel sprzeda ją w okresie 7 lat od uchwalenia planu. Samorządowcy przypominają jednak, że podobne przepisy już obowiązują, a mimo to pobór renty okazuje się w praktyce niemożliwy. - Inwestorzy unikają płacenia "renty", zapisując w umowie późniejszą o kilka lat datę oficjalnego przekazania nieruchomości - mówi Andrzej Porawski, sekretarz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
"Czarna lista" prawie gotowa