Poglądy na to, czy PKO BP trzeba było prywatyzować, czy też nie są różne. Jedni uważają, że jak najbardziej - choćby po to, żeby zwiększyć transparentność spółki. Inni, że to bez sensu, a jedynym racjonalnym (niekoniecznie najlepszym z punktu widzenia samego banku i tzw. interesów narodowych) argumentem za emisją akcji była chęć zatkania dziury w budżecie. Jakkolwiek by na to patrzeć, stało się. I trzeba uczciwie powiedzieć, że sam proces przygotowania emisji, jej przeprowadzenia i zakończenia giełdowym debiutem był jak najbardziej w porządku. No, może z wyjątkiem nieszczęsnej technicznej części koncepcji lokat prywatyzacyjnych, która doprowadziła do astronomicznych kolejek w oddziałach PKO BP. Pisałem już o tym zresztą na tych łamach.
Co szczególnie istotne - cena akcji poszybowała wyraźnie w górę na pierwszych sesjach, po czym spadła, ale wciąż utrzymuje się wyraźnie powyżej ceny emisji. W ten sposób nie mieliśmy powtórki sprzed dziesięciu lat, kiedy państwo sprzedawało akcje Banku Śląskiego. Ponad milion rachunków inwestycyjnych otwartych w tamtym okresie pokazywał skalę zaangażowania Polaków w prywatyzację i w rynek kapitałowy. Niestety, dla zdecydowanej większości były to doświadczenia fatalne w skutkach, co na długo zniechęciło do akcji. Właściwie do dzisiaj odczuwamy to, co się wtedy stało. I właśnie tym bardziej trzeba się cieszyć, że tym razem inwestorzy (w znacznej części tzw. drobni ciułacze) nie tylko nie stracili, ale ich zyski przeszły najśmielsze oczekiwania.
Mało tego - zdecydowana większość lokat prywatyzacyjnych wciąż jest prowadzona. Ich właściciele powstrzymali się od sprzedaży i realizacji zysku. Na początku pierwszych notowań sprzedano akcje stanowiące 5% całej puli przeznaczonej na lokaty. Można więc mówić nie o działaniu spekulacyjnym, ale o długoterminowych decyzjach. Polacy nie decydowali się na akcje PKO BP, aby się ich po kilku godzinach, czy też dniach pozbyć, ale traktują swoją inwestycję jako długoterminową. Powoli, ale jednak uczymy się rynku kapitałowego. Także tego, że kupowanie walorów na długi termin może być świetną alternatywą przy lokowaniu oszczędności. Oczywiście znacznie bardziej ryzykowną, niż np. obligacje skarbowe albo lokaty bankowe, ale dającą za to potencjalnie znacznie wyższy zysk. Zarówno w postaci dywidendy, jak i oczywiście faktycznego wzrostu ceny papierów. I właśnie PKO BP może być tu kamieniem milowym, tym bardziej że zarząd banku potwierdził chęć przekazania znacznej części zysku na dywidendę.
Oczywiście nie ma co popadać w euforię. W prywatyzacji PKO BP uczestniczyło w sumie (czyli razem z lokatami prywatyzacyjnymi) nieco ponad 200 tysięcy rachunków. Na kraj o liczbie ludności sięgającej 40 milionów obywateli za wiele to nie jest. Tym bardziej że, jak już wspominałem, w prywatyzacji Banku Śląskiego uczestniczyło ponad milion rachunków. Pierwszy krok jednak zrobiliśmy, całkiem spora grupa Polaków się zainteresowała, uwierzyła, zarobiła i to może być impulsem do dalszych działań i dla niej, i dla innych obywateli.