Wczorajsze notowania nie zmieniły sytuacji na rynku terminowym. Potwierdzają się przypuszczenia, że ubiegłotygodniowy zryw byków wcale nie zaowocuje trwałym ruchem w górę, a jedynie przeniesie konsolidację na wyższy poziom. Na wykresie kontynuacyjnym wydarzenia w ostatnich dniach rozgrywają się ponad szczytem z wiosny tego roku, natomiast w przypadku wykresu grudniowej serii kontraktów widać problemy z utrzymaniem się ponad przebitym oporem. Nastroje inwestorów bardzo szybko się zmieniają, co utrudnia ocenę rynku. Od końca listopada baza zmieniła się aż o 30 pkt. Na nieco ponad tydzień do wygaśnięcia serii grudniowej przekracza 13 pkt. Na siedem dni do wygaśnięcia wrześniowej serii baza była 5 pkt na minusie. Trudno więc aktualną atmosferę na rynku ocenić inaczej jak znaczny optymizm.
Tworzy on dodatkowy element ryzyka w obecnej chwili. Rozczarowanie inwestorów przekonanych o nieuchronności dalszego wzrostu może spowodować, że futures równie szybką pójdą w dół, jak w poprzednim tygodniu rosły. Miejscem, którego przekroczenie mogłoby wywołać taką reakcję, jest 1884 pkt, czyli kwietniowe maksimum. Powrót poniżej niego oznaczałby, że sukces byków okazał się jedynie chwilowy. Notowania zarówno w IV kwartale, jak i w całym kończącym się roku należałoby wtedy określać mianem trendu bocznego. Zgodnie z jego logiką, powinien nastąpić ruch ku dolnej granicy, znajdującej się w rejonie 1770 pkt. Ważną barierą na drodze ku temu poziomi są szczyty z października i listopada w pobliżu 1870 pkt.
Dopóki kontrakty nie znajdą się poniżej 1884 pkt, istnieje szansa na dotarcie do 1930 pkt, gdzie mamy górkę z przełomu 2000 i 2001 r. Jej przekroczenie wydaje się mało prawdopodobne.