Byki trochę się wycofały. Z pięciu kolejnych sesji, po ustanowieniu rocznego rekordu na 1907,5 pkt, cztery WIG20 zakończył spadkiem. Wczoraj przecena była największa - indeks dużych spółek stracił 0,9% i zakończył notowania na 1871 pkt. Obsunięcie notowań od szczytu z 2 grudnia nie przekracza na razie 2%. Dodatkowo, kiedy kursy zaczęły się obniżać, spadły również obroty. Choć zatem popyt osłabł, to trudno powiedzieć, żeby rynkiem zawładnęła podaż. Czyli wszystko jest pod kontrolą?
Niezupełnie. W tym roku trend wzrostowy "uparł się", żeby zacierać za sobą ślady. Właściwie tylko we wrześniu, po wybiciu z konsolidacji, bez żadnych kłopotów poruszaliśmy się na północ. Wydaje się, że tym razem spadek rozpoczął się zbyt szybko po przekroczeniu kwietniowego szczytu. Po wczorajszej sesji wsparcie na 1869 pkt jest zagrożone. Zresztą w pewnym momencie indeks był już na 1863 pkt. Skórę posiadaczom akcji uratowała tylko luka hossy, powstała 2 grudnia. Ponieważ związane z nią wsparcie wczoraj zadziałało, kluczową dla kontynuacji krótkoterminowego trendu wzrostowego barierę umiejscowiłbym na 1860 pkt. To tutaj znajduje się dolne ograniczenie wspomnianej luki. Zamknięcie sesji poniżej tej wartości będzie oznaczać, że sygnał kupna w postaci grudniowego wybicia w górę okazał się fałszywy.
Być może już się tak stało. Przenieśmy się na chwilę na wykres WIG. Wsparcie związane z górnym ograniczeniem październikowo-listopadowej konsolidacji przebiega na 25 780 pkt. Wczorajsze zamknięcie wypadło 100 punktów niżej. Zatem fałszywe wybicie? Trochę jeszcze za wcześnie na takie wnioski. Wydaje się, że podobnie jak na wykresie WIG20, kluczową rolę spełnia luka hossy z zeszłego tygodnia. Jej dolne ograniczenie znajduje się na 25 620 pkt. Zatem już dziś możemy doczekać się sygnału potwierdzającego załamanie wybicia. Jeśli padnie, spadek notowań o mniej więcej 5% stanie się nieunikniony. Na rozstrzygnięcia średnioterminowe przyjdzie nam jeszcze poczekać.