Ernst & Young przygotował badanie, dotyczące cen transferowych (chodzi o ceny, jakimi spółki posługują się przy zakupach dóbr czy usług w obrębie grupy firm, zwykle międzynarodowej). Jest to jeden z najbardziej popularnych sposobów przenoszenia dochodów z krajów, gdzie są one wyżej opodatkowane, do tych o niższej stopie podatkowej.
Na razie ceny transferowe są rzadko kontrolowane. Tylko 13% z niespełna 180 badanych firm miało kontrolę w tej dziedzinie. Jednak aż 80% spodziewa się, że w ciągu najbliższych lat inspektorzy skarbowi będą chcieli się przyjrzeć wymianie handlowej w ramach grupy. Ze względu na prawo, podatnicy mają bardzo niewiele czasu na dostarczenie odpowiedniej dokumentacji, jeśli zażądają jej urzędnicy. Jest na to tylko 7 dni, dlatego firmy muszą zawczasu przygotowywać odpowiednią dokumentację. Jak wynika z badań - większość, bo aż 80% badanych spółek, to robi. Z czego - co ciekawe - najgorzej wypadają firmy z branży finansowej. One - jak wynika z badań - w najmniejszym stopniu gromadzą dokumentację, która m.in. uwierzytelni otrzymywanie usług czy dóbr niematerialnych z firmy matki czy też wynikającą z ustawy o podatku dochodowym.
Z drugiej strony do bardziej niefrasobliwego podejścia do spraw cen transferowych skłania fakt, że niewiele odbywa się kontroli w tej dziedzinie. Według Karena Chaczababiana z E&Y, może wynikać to z małej liczby specjalistów w tej dziedzinie, którzy pracują w służbach skarbowych.
- Takich inspektorów jest kilkudziesięciu w Polsce - i to bliżej dwudziestu niż dziewięćdziesięciu - powiedział. - To za mało, biorąc pod uwagę liczbę spółek, które prowadzą działalność tego typu. Potrzeba więcej takich specjalistów. Tak naprawdę ceny transferowe to wyścig państw o podział dochodu, wypracowywanego przez firmy. Może się okazać, że bez większej liczby specjalistów wypadamy z tego wyścigu - dodał.