W ślad za umocnieniem forinta poprawiły się notowania złotego. Euro kosztowało w poniedziałek po południu 4,197 zł, grosz mniej niż w poniedziałek, zaś dolar spadł o prawie 3 gr, do 3,153 zł. Ta dysproporcja jest pochodną aprecjacji euro do dolara. Kurs wspólnej waluty wrócił do poziomu 1,33 USD, sugerując zakończenie kilkudniowej korekty.
Z technicznego punktu widzenia zbiegła się ona z odbiciem od oporu na wysokości 1,35 USD. Choć notowania euro spadły o 2,5 centa, to jednak zwolennikom amerykańskiego pieniądza nie udało się wyrysować na wykresie żadnej pełnej czarnej świecy - wszystkie miały dolne cienie, co wskazuje na brak wiary w trwalszą poprawę notowań dolara. Jest to uzasadnione biorąc pod uwagę, że w ostatnich trzech latach fale spadkowe dolara przynosiły jego przecenę o ok. 14% w relacji do koszyka najważniejszych walut światowych. Licząc do grudniowego dołka kurs obniżył się o ok. 10%, więc spadek ma jeszcze przynajmniej kilkuprocentowy zasięg. Można przy tym zakładać, że obserwowana deprecjacja dolara jest ostatnią odsłoną tendencji trwającej od 2002 r. Zatem może ona trwać dłużej i mieć pokaźniejsze rozmiary niż spodziewa się większość specjalistów.