Jak informowaliśmy we wczorajszym PARKIECIE, Centralne Biuro Śledcze zatrzymało w poniedziałek siedem osób, w tym dyrektora Izby Celnej w Łodzi. Poza celnikami wśród zatrzymanych był także Radosław W., prezes i główny akcjonariusz Redanu. Po przesłuchaniu prokuratura postawiła mu zarzut wręczania korzyści majątkowych celnikom. Grozi za to do 12 lat więzienia.
Negatywna reakcja
Indagowana przez nas spółka przesłała nam w poniedziałek wieczorem oświadczenie, z którego wynikało, że prezes "złoży wyjaśnienia w sprawie prowadzonej przez CBŚ". Kilka godzin później sprecyzowała w raporcie bieżącym: "prezes Radosław Wiśniewski został zatrzymany w celu złożenia wyjaśnień". Z naszych informacji wynika, że sąd zdecydował wczoraj o zwolnieniu menedżera za kaucją. Poręczenie majątkowe wyniosło 2,1 mln zł.
Firma już w poniedziałek zapewniła, że afera korupcyjna nie ma wpływu na jej bieżącą działalność oraz że przedsiębiorstwo wypełnia wszelkie zobowiązania zarówno w stosunku do klientów, partnerów biznesowych, pracowników, jak i inwestorów. Ci ostatni zareagowali jednak wczoraj nerwowo. W trakcie sesji spadek notowań sięgał ponad 30%. Właściciela zmieniło 640,5 tys. akcji Redanu (3% kapitału) - najwięcej w giełdowej historii firmy. Średni dzienny wolumen z ostatniego miesiąca to 12 tys. akcji.
Zdaniem wiceprezesa przedsiębiorstwa Piotra Kulawińskiego, inwestorów giełdowych niepotrzebnie ogarnęła wczoraj panika. - Niestety, ci, którzy się jej poddali, stracili. Sądzę, że będą wkrótce bardzo, bardzo żałować decyzji o sprzedaży akcji - ocenia P. Kulawiński. Jego zdaniem, kontrahenci Redanu przyjęli informacje o zatrzymaniu prezesa spokojnie. Wielu zgłosiło się z ofertą pomocy. Nikt nie mówił o rezygnacji ze współpracy. Spółka odebrała jednak telefony od zaniepokojonych banków i akcjonariuszy. - Zapewniłem ich, że pod względem operacyjnym przedsiębiorstwo funkcjonuje normalnie i że żadnych zakłóceń nie będzie, choć oczywiście są to dla nas ciężkie chwile - mówi wiceprezes.