Pakiet poprawek został przesłany do parlamentu do ponownego rozpatrzenia po tym, jak dwa tygodnie temu proponowane zmiany zawetował prezydent Węgier Ferenc Mandl. Po ponownym głosowaniu, wygranym przez partie rządzące stosunkiem głosów 192 do 154, nowe przepisy wejdą w życie, nawet jeśli głowa państwa się pod nimi nie podpisze.

Dzięki zmianom w przepisach, rząd, któremu obecnie przewodzi premier Ferenc Gyurcsany, zyska zdecydowanie większy wpływ na skład ustalającej stopy procentowe rady polityki pieniężnej. Premier będzie mógł powołać pięciu członków rady, poszerzonej z obecnych 7-9 do maksimum 11 osób. Szef banku centralnego, który przewodniczy radzie, będzie mianował czterech jej członków. Wyznaczy do niej też jednego ze swoich zastępców. Rząd i bank nawzajem będą opiniować zgłoszone kandydatury.

Forsowane przez rząd zmiany węgierski bank centralny określał jako zamach na jego niezależność. Dotychczas wszystkich członków rady wyznaczał sam przewodniczący banku - obecnie jest nim Zsigmond Jarai - i przedstawiał kandydatury premierowi. Ponadto w radzie zasiadało trzech, a nie tylko jeden, zastępców przewodniczącego (taka sytuacja utrzyma się przejściowo do 2007 r., kiedy wygasają mandaty dwóch wiceprzewodniczących - do tego czasu rada będzie liczyć 13 osób).

Zmiany w prawie o banku centralnym negatywnie ocenił Europejski Bank Centralny i to głównie na tej podstawie prezydent Węgier zdecydował się je zawetować. Według EBC, poprzedni system obsadzania rady polityki monetarnej był dobry i gwarantował bankowi centralnemu niezależność. Szef EBC Jean-Claude Trichet stwierdził nawet, że proponowane zmiany naruszają warunki wejścia Węgier do strefy euro, w której kraj ten chce się znaleźć w 2010 r.

Według rządu Gyurcsanyego, zmiany przepisów mają służyć większej przejrzystości w prowadzeniu polityki pieniężnej. Tak naprawdę chodzi jednak o konflikt, jaki powstał na linii rząd-bank centralny. Premier i inni członkowie gabinetu są zwolennikami szybkich obniżek stóp procentowych - obecnie najwyższych w Unii Europejskiej - które miałyby doprowadzić do osłabienia się forinta i poprawienia konkurencyjności węgierskiego eksportu. Tymczasem bank centralny nie chce gwałtownych redukcji oprocentowania, bojąc się ponownego wzrostu inflacji.