Sesja nie przyniosła nic nowego, ale była dobrym przykładem tego, jak ważne dla określania trwałości danego ruchu są obroty akcjami z WIG20. Bynajmniej jednak nie chodzi tylko o samą wartość obrotu. Należy zawsze jeszcze zwrócić uwagę, po pierwsze, czy nie jest to czasami tylko wynik pakietówek, po drugie, czy obrót generują istotne dla indeksu spółki, a po trzecie, czy czasami najaktywniejsze spółki nie zachowują się wbrew wskazaniom indeksu.

Zobaczmy to na wczorajszym przykładzie. Poranne osuwanie WIG20 trwało ponad godzinę. Obroty w czasie tego spadku były dość duże i porównywalne jedynie z pierwszym tygodniem grudnia. Tak wysokie obroty w czasie systematycznego spadku sugerować mogły słabość rynku. To była jednak tylko pozorna słabość. Tutaj właśnie trzeba było zobaczyć, którymi spółkami handlują fundusze. Wbrew minusom na indeksie mocno narosła TPS, wtórował jej odbijający PKN. Te dwie najaktywniejsze i najmocniejsze na rynku spółki generowały ponad 70% obrotów WIG20. Reszta ściągała indeks na minusy symbolicznymi transakcjami, a wszystko odbywało się w atmosferze ataku węgierskiego BUX na historyczne maksima. Zwrot na północ przy takim układzie jest kwestią czasu.

Do odreagowania faktycznie doszło, a jeszcze ciekawiej się ono zakończyło. Znowu przed szczytem ostrzegały obroty, choć zapewne część inwestorów zinterpretowała je na korzyść byków. W momencie przebijania szczytu przez WIG20 sprytny inwestor położył zlecenia kupna na kilkanaście mniejszych spółek, które z reguły mają dziury w ofertach. W tym czasie poszła też pakietówka na Kęty, która właśnie sztucznie podniosła obroty i "uwiarygodniła" przebicie szczytu. Dało się na to złapać sporo inwestorów na kontraktach, którzy wyznaczyli w ten sposób sesyjne maksimum.