Rosyjski koncern naftowy wybrał sąd upadłościowy w Houston w Teksasie, bo - jak uzasadnił w komunikacie - "ma aktywa i prowadzi interesy w tym rejonie". Dodatkowo właśnie w Houston przebywa obecnie dyrektor finansowy firmy Bruce Misamore, który zza Atlantyku wypełnia swoje obowiązki.

Jukos, od którego rosyjskie władze skarbowe żądają spłaty przeszło 20 mld USD z tytułu zaległych podatków, chce ochronić się przed wierzycielami na podstawie tzw. Rozdziału 11 amerykańskiego prawa upadłościowego. Spółka oczekuje, że sąd w Houston szybko wyda zakaz sprzedaży jej majątku, który w przypadku amerykańskiego prawa może obowiązywać na całym świecie. Główne zakłady wydobywcze Jukosu, zlokalizowane w syberyjskim Nieftiejugańsku (odpowiadają za 60% wydobycia w grupie), mają zostać zlicytowane na poczet zaległości wobec fiskusa już w najbliższą niedzielę.

- Orzeczenie sądu będzie bezprecedensowe. Oto bowiem chce się wykorzystać amerykański sąd upadłościowy, by wpłynąć na działania władz Rosji - mówi Christopher Grierson, cytowany przez Bloomberga ekspert z zakresu prawa upadłościowego w londyńskiej kancelarii Lovells. - Nie potrafię sobie przypomnieć żadnej podobnej sprawy - przyznaje.

- Kroki, które dziś podjęliśmy, są ostatnią deską ratunku, jeśli chodzi o ochronę praw naszych udziałowców, pracowników i klientów - mówił wczoraj Steven Theede, dyrektor generalny Jukosu. Rzecznik firmy Hugo Erikssen poinformował, że Jukos nie zdecydował jeszcze, czy będzie szukał ochrony przed wierzycielami także na mocy rosyjskiego prawa. Nad tą kwestią udziałowcy firmy mają głosować w poniedziałek, dzień po aukcji. Mogą wtedy zdecydować też o likwidacji koncernu.

Wcześniejsze ogłoszenie upadłości Jukosu w Rosji - na wniosek zarządu firmy, a nie udziałowców - wydaje się mało prawdopodobne. Zgodnie z tamtejszym prawem, jeśli sąd uznałby wniosek o upadłość za nieuzasadniony, zarząd mógłby zostać oskarżony o próbę oszustwa. W opinii ekspertów, taki finał nie byłby niczym nadzwyczajnym, zważywszy na sposób, w jaki od ponad roku władze obchodzą się z koncernem. Od jakiegoś czasu, w obawie przed aresztowaniem pod byle zarzutem, zarząd Jukosu przebywa poza Rosją. Największy udziałowiec i były szef koncernu Michaił Chodorkowski jest przetrzymywany w areszcie od ponad roku. Prokuratorzy zarzucają mu przestępstwa prywatyzacyjne i oszukiwanie fiskusa.