Już przed sesją należało się obawiać marazmu. Po pierwsze, brak poważniejszych publikacji zabierał nam okazję do reakcji na zaskakujące odczyty. Po drugie, nawet nasz rodzimy bank centralny nie zapowiadał atrakcji. Oczekiwania były w większości zgodne. Stopy miały pozostać na niezmienionym poziomie i faktycznie pozostały. Także i tym razem nie było na co reagować.
Brak impulsów wewnętrznych i z zewnątrz wystawiał cierpliwość graczy na ciężką próbę. Po 30 minutach handlu na rynku kasowym tylko na jednej spółce obrót przekraczał 1 mln złotych. Pół godziny po południu największy obrót był na TPS i wynosił raptem 32 mln złotych. W takich warunkach podejmowanie decyzji obarczone jest sporym ryzykiem. Właściwie żaden ruch cen nie był wiarygodny.
Właściwie całą sesję należało spokojnie przeczekać i przyglądać się ślimaczym zmianom indeksu popychanym to przez PKN, to przez BPH. Przypomnę, że w tej chwili skupiamy uwagę na indeksie za sprawą trwającego właśnie procesu rolowania serii. Wczoraj przeskoczyliśmy na nową serię marcową, a ta jest notowana ok. 10 pkt powyżej serii grudniowej. Nie jest to duża różnica, ale, by mieć pewność co do wyciąganych wniosków, warto na jakiś czas oprzeć się na indeksie.
Jeśli chodzi o sytuację techniczną, to wczorajsza niczego nie zmieniła; niezależnie, czy patrzymy na wykres indeksu czy też na wykres kontynuacyjny. Cały czas przebywamy w ograniczeniu konsolidacji. Można się zastanawiać, co z niej wyniknie. Czy wyjdziemy dołem, pogłębiając korektę, czy może górą wyznaczając nowe maksy? W tej chwili niewiele można powiedzieć, ale jeśli kierujemy się zasadą trzymania się trendu, to powinniśmy raczej liczyć na wybicie górą. Patrząc na aktywność inwestorów w ostatnich dniach nie należy przypuszczać, by miało to miejsce już dziś.