Ceny ropy w Londynie utrzymywały się w ostatnich dniach poniżej 40 USD za baryłkę. Wczoraj granica ta została przekroczona w związku z ochłodzeniem w północnowschodniej części USA oraz spadkiem zapasów oleju opałowego.

Wcześniej notowania zbliżały się do 40 USD pod wpływem obaw, że OPEC ograniczy wydobycie. Piątkowa decyzja przyniosła jednak odwrotny skutek. Gdy państwa OPEC postanowiły zredukować dostawy, nie zmniejszając limitów wydobycia, lecz zapowiadając ich ścisłe przestrzeganie, rynek zareagował spadkiem notowań. Ponieważ kraje członkowskie notorycznie nie respektują uzgodnionych ograniczeń, zmniejszenie podaży uznano za mało prawdopodobne. Nawet jeżeli uda się w końcu zlikwidować nadwyżkę wydobycia, sięgającą 1 mln baryłek dziennie, zajmie to - zdaniem ekspertów - sporo czasu.

Większy wpływ na notowania wywarły natomiast prognozy meteorologiczne, zapowiadające spadek temperatury na północnym wschodzie USA. Ceny ropy zaczęły rosnąć, gdyż ochłodzenie może zwiększyć zużycie oleju opałowego, utrudniając odbudowę jego zapasów.

Do utrwalenia zwyżki notowań przyczyniły się opublikowane wczoraj dane, które wykazały spadek w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw tego paliwa o 71 tys. baryłek, do 49,9 mln baryłek. W reakcji na tę wiadomość cena ropy Brent z dostawą w styczniu osiągnęła w Londynie 40,78 USD w porównaniu z 39,25 USD w końcu sesji wtorkowej i 38,69 USD w poprzednią środę.