Powoli sprawdza się prognozowany przeze mnie dwa tygodnie temu scenariusz, zakładający rozciągnięcie bazy na spory plus, dojście ceny kontraktów do 1960 pkt, a wartości instrumentu bazowego do 1940 pkt. Potem miałby nastąpić spadek, jednak nie przekreślający jeszcze ostatecznie możliwości dalszego wzrostu w dłuższym trendzie.

Na razie, oczywiście, wymienione poziomy docelowe nie zostały (jeszcze) osiągnięte. Według mnie jest na to szansa pod warunkiem, że na rynku będzie następować ciągła wymiana liderów. Wąskość rynku sama w sobie w mojej ocenie źle o nim świadczy, jakkolwiek pomaga w utrzymaniu trendu wzrostowego. Na czoło wysforowała się TP (jednocześnie od razu dostrzeżona przez komentatorów jako dobra spółka - tylko pytanie, co było z nią nie tak wcześniej? Może nie była notowana?), skutecznie neutralizując niewielką korektę na akcjach PKN. Swoje dołożył również odrabiający straty Prokom. Martwi mnie tak wąski rynek, bo wiele firm sektora MSP "odeszło" w zapomnienie, a kapitał (w tym zagraniczny) skupia się wyłącznie na dużych przedsiębiorstwach. Dzięki temu w czwartek WIG20 (zamknięcie w dziennym maksimum) i kontrakty ustanowiły nowe roczne maksimum, mimo że obrót w trakcie sesji był co najmniej taki sobie.

Również oscylatory technicznie niespecjalnie potwierdzają nowy wierzchołek. Większość z nich porusza się w mało klarownym trendzie lub co gorsza wraca dopiero do niedawno przebitych linii trendu wzrostowego (o dywergencjach nawet nie wspomnę). Na pewno pozytywną wymowę ma fakt, że obroniło się wsparcie na poziomie wyznaczonym przez szczyty z października i listopada. Mnie to do końca nie przekonuje i niespecjalnie byłbym skłonny do otwierania jakichkolwiek nowych pozycji. Zamykać dotychczasowych też nie trzeba, ale na pewno należy pozostawać bardzo czujnym.