Bez większego zaangażowania urzędników i samych instytucji finansowych program IKE (Indywidualnych Kont Emerytalnych) może podzielić losy PPE (Pracowniczych Planów Emerytalnych) - obawiałem się przed kilkoma miesiącami, przy okazji startu IKE. No i wykrakałem. Plan był szlachetny, tylko że wyszło jak zwykle. Czyli gorzej niż średnio. Bo jeśli wierzyć publicznym deklaracjom i niepublicznym opowieściom, to zamiast mobilizacji pieniędzy mitycznego półtora miliona nowych klientów, może skończyć się na kilku setkach. Z czego część pochodzi z przeksięgowania poprzednio istniejących umów.
Zbieg okoliczności sprawił, że chętnie wskazywano na autora programu IKE jako na winowajcę. Niezależnie od tego, co się myśli o byłym ministrze, warto chyba jednak spojrzeć na sprawę chłodnym okiem. Nie tylko bowiem zbyt skromne zachęty podatkowe są przyczyną dotychczasowego fiaska programu IKE. Do porażki przyczyniły się same instytucje. Zaporowe opłaty, publiczne zniechęcanie ludzi do zakładania kont, zagmatwane procedury i nieudolna sprzedaż - to wszystko sprawia, że pretensje do samych siebie mogą mieć także menedżerowie funduszy i domów maklerskich.
Co do marnej zachęty podatkowej - zgoda. Ale tu też część winy ponoszą instytucje, które zrobiły wiele, by nawet i tej mikroulgi klienci nie mogli za bardzo dostrzec. Była obietnica zwolnienia z podatku od zysków kapitałowych, ale były jednocześnie słone opłaty, które sprawiały wrażenie, jakby instytucje wręcz nogami i rękami broniły się przed IKE. Nie przekonuje mnie natomiast argument o rzekomo zbyt niskim limicie rocznych wpłat. Przy skromnych realnych możliwościach potencjalnych klientów takie hipotezy brzmią cokolwiek bałamutnie. Kilkaset złotych regularnych, comiesięcznych wpłat to wyzwanie dla większości klientów i - w dłuższym terminie - chyba jednak atrakcyjny kąsek dla wielu instytucji.
Z IKE wyszło jak zwykle, ale przecież piłka jeszcze w grze. Zobaczmy, co wyjdzie z zapowiedzi nowej - starej izby zarządzających aktywami i funduszami, która zapowiada starania o poszerzenie zakresu ulgi. Warto jednak, by nie ograniczać się do szukania winnych porażki IKE tylko poza światkiem finansowym. Na pewno warto przemyśleć oferty. Może warto je uprościć i uatrakcyjnić? Może sprawdzić, czy aby ci, którzy mają sprzedawać produkty finansowe, nie czynią jeszcze większego zamętu w głowach klientów? Z IKE, nawet w obecnym, mocno niedoskonałym kształcie, można jeszcze trochę wycisnąć.
Autor jest analitykiem rynku kapitałowego. Powyższy tekst stanowi wyraz jego osobistych poglądów i nie może być inaczej interpretowany