Unia Europejska rezerwuje pieniądze na poczet funduszy strukturalnych tylko na trzy lata. Potem, jeśli kraj-beneficjent nie udowodni, że zostały one dobrze wydatkowane, środki z powrotem zasilają unijny budżet. A od 2007 roku będą bezpośrednio zwracane krajom-płatnikom netto.
- Duże inwestycje muszą więc być dzielone na etapy - mówi Jan Olbrycht, eurodeputowany do Parlamentu Europejskiego. - Zabiegi o to, żeby wydłużyć czas rozliczenia o kolejne lata, nic nie dają, bo nie są tym zainteresowani płatnicy netto.
Dlatego tak ważne jest odpowiednie rozłożenie w czasie wydatkowania pieniędzy na projekty unijne: precyzyjne zaplanowanie poszczególnych kroków inwestycji. Minister finansów musi bowiem zdążyć ze sprawdzeniem wszystkich faktur i wystąpić do Komisji Europejskiej z wnioskiem o wypłatę. W przypadku funduszy na 2004 rok jest to 31 grudnia 2006 roku. A wniosków jest ponad 6 tys.
- Istnieje pewne niebezpieczeństwo, że minister finansów stanie przed problemem braku środków w związku z tym, że ktoś spóźni się z dostarczeniem i kontrolą faktur. Obecnie system jest scentralizowany i za wydatkowanie pieniędzy odpowiadają poszczególne ministerstwa. A powinien być większy udział samorządów, które na podstawie precyzyjnego planowania przedstawiają projekty - mówi Jan Olbrycht.
Ministerstwo gospodarki odpowiada, że jeśli zauważy, że harmonogram realizacji projektu jest zagrożony (na przykład nieterminowo podpisywane są umowy z wykonawcami inwestycji), to może przyznane środki przesunąć na inne przedsięwzięcie. Dlatego samorządy powinny wykalkulować precyzyjnie czas na przeprowadzenie projektu. A do tego potrzebne jest precyzyjne określenie potrzeb i zaplanowanie ich w trzyletnim horyzoncie czasowym.