Kierunek jest tak jasny, że jego wskazywanie uznane byłoby za banał, a próba zanegowania za zbytnią naiwność. Mimo to na kontraktach ponad 22 tys. pozycji ma sprzeczne zdanie. Dziwić się temu nie można, bo sprzeczności faktycznie na rynku nie brakuje. Z lokalnego podwórka niech będzie to choćby PKO BP czy TVN, które w opinii wielu zarządzających/analityków są wyceniane już relatywnie za wysoko. Mimo to, popyt na te spółki jest wciąż ogromny. Nie ma tu znaczenia, czy to efekt wejścia do WIG20 lub doskonałych perspektyw. Siła popytu na tych poziomach jest tak demonstracyjna, że samo w sobie jest to zachętą do kupna. Czyli ciekawe rozdwojenie jaźni - ocena spółek niska, a mimo to popyt coraz większy.
Oczywiście, nic dziwnego w tym nie ma! Dziwne jest dopiero to, że w tym samym czasie na rynku amerykańskim sytuacja jest dokładnie odwrotna. Najlepiej oddająca nastroje ankieta Investors Intelligence pokazała w zeszłym tygodniu 62,1% byków (21,1% niedźwiedzi), co jest wartością wyższą zarówno od szczytów z 2003 r. (optymizm po Irackiej wojnie), jak i szczytu optymizmu z roku 2000 r., gdy załamywała się hossa. Ta świetna opinia o perspektywach amerykańskiego rynku akcji nie idzie jednak w parze z działaniami inwestorów. A taka rozbieżność naprawdę nie zdarza się często. W zeszłym tygodniu, według szacunków AMG, po raz pierwszy od ostatniego tygodnia września nastąpił odpływ z funduszy akcji. Wprawdzie kwota dość kosmetyczna, bo jedynie 160 mln, ale szczerze mówiąc, sytuacja dość dziwna w momencie dalszych rekordowego wzrostu indeksów i tak ekstremalnego optymizmu. Wszystkiemu wtórowały też dane pokazujące odwrót od rynku w USA zagranicznych inwestorów. Dane za kolejne miesiące (dalsze osłabienie dolara) zapowiadają się dramatycznie. A indeksy robią swoje. Liczą się nastroje.