Wczoraj po raz kolejny spadła rentowność polskich obligacji. W przypadku najbardziej płynnych papierów 5-letniich była najniższa od jesieni ub.r. i wyniosła 6,12%. Notowaniom sprzyjały informacje makroekonomiczne. Sprzedaż detaliczna była w listopadzie słabsza niż oczekiwano, a inflacja bazowa wykazała brak presji cenowej. To umacnia przekonanie, że podwyżki stóp procentowych nie będą już potrzebne, tym bardziej że złoty pozostaje bardzo mocny.
Ostatnie dni najlepiej pokazują trwającą modę na obligacje krajów w naszym regionie. Na pogorszenie nastrojów nie wpłynął spadek niemieckich papierów, których zyskowność podniosła się przez ostatnie pięć dni o 8 pkt bazowych, do 3,614% w przypadku 10-latek. W tym samym czasie dochodowość polskich obligacji zmniejszyła się o blisko 30 pkt bazowych, a węgierskich o 6 pkt bazowych. W związku z tym rodzi się pytanie, czy ostatni spadek spreadu nie zachęci do realizowania zysków i przenoszenia się na rynki dojrzałe. Wydaje się, że by taka sytuacja wystąpiła przeciwny kierunek notowań polskich obligacji i niemieckich musi utrzymać się nieco dłużej.