Jest takie stare powiedzenie - na giełdzie rządzą chciwość i strach. Rynek rośnie, kiedy ma przewagę ta pierwsza, i spada, kiedy strach przybiera na sile. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Kiedy chciwość daje znać o sobie - rynek gna do góry jak oszalały i wnet tworzy szczyt. Z kolei strach, a przede wszystkim jego najbardziej ekstremalna postać - panika - występuje w samych dołkach. Te elementy psychologii rynku przedstawiają zatem tylko dwa, choć jakże kuszące do wykorzystania, zjawiska.

Rynek zachował się zgodnie z moimi wyliczeniami. Szczyt chciwości winien nastąpić około 19 grudnia. 20 grudnia indeks zanotował najwyższą z kilkuletnich wartości - 1954 pkt. Tego dnia debiutujące w WIG20 papiery PKO BP osiągnęły cenę 28,5 zł, i to głównie one było powodem tak dużego wzrostu indeksu.

Skończyła się żądza pieniądza, i co dalej? Na rozpoczęty właśnie tydzień i na następny prognozuję realizację zysków. To, że gotówka się skończyła, widać gołym okiem. Na poniedziałkowej sesji obrót spółkami wchodzącymi w skład WIG20 był symboliczny. Czy to sezon urlopowy był tego powodem? Skąd taki nagły bojkot? A może z powodu braku świąt w tym roku, bo nie dość, że wypadły w weekend, to jeszcze w Wigilię odbyła się sesja?

Powodem tego spadku obrotów jest wyczerpanie się środków z zagranicy, które ostatnio płynęły szerokim strumieniem. Kran ten został na razie przykręcony. Rynek utworzył szczyt i przynajmniej przez dwa tygodnie nie liczyłbym na jego testowanie. Rynek prędzej pójdzie w dół, aniżeli wróci tam, skąd właśnie zaczął spadać. Na razie wiara w hossę jest duża. A co się stanie, jeśli mam rację i nie napłyną nowe środki z zagranicy w najbliższych dniach? Zniecierpliwienie zacznie narastać, realizacja zysków ściągnie indeks poniżej 1900 pkt.

Tymczasem wrócą do łask zapomniane od 2 miesięcy średnie i mniejsze spółki. Skąd ten wniosek? Po pierwsze - kapitał wycelowany w PKO BP zaczął się rozlewać na szerszy rynek. Po drugie - we wtorek kończy się możliwość księgowania strat w tym roku, by zmniejszyć podatek. Część inwestorów sprzedaje, a odkupywać będą później. Po trzecie - zatrzymał się WIG20, a maluchy są tanie i leżą na dnie.