Święta za nami. Idzie Nowy Rok. Oznacza to, że wszyscy życzymy sobie rzeczy przeróżnych. Głośno miłych i przyjemnych dla innych, a po cichu - najlepszych głównie sobie i najbliższym, a innym, zwłaszcza tym mniej lubianym, co najmniej kataru. I prawie wszyscy - może poza częścią dzieciaków, życzących sobie fajnych zabawek pod choinkę - będziemy mieli świadomość, że mamy niewielkie szanse na spełnienie swoich pragnień. Być może kogoś wprawi to w nie najlepszy nastrój. Ale - proszę zwrócić uwagę - fakt, że życzenia nie spełniają się, jest tylko jeszcze jednym dowodem, jak genialnie ten świat jest urządzony.

Wystarczy pomyśleć, co by się działo, gdyby wszystko było na tyle "idealne", że życzenia stawałyby się rzeczywistością. Zapewne premier Leszek Miller nie raz myślał, jak byłoby dobrze, gdyby nie było Agory, Lwa Rywina, PKN Orlen, Wiesława Kaczmarka i komisji śledczych. Być może przedstawiciele Agory marzyli o świecie, w którym ich firma rozwijałaby się, nie spotykając na swojej drodze Leszka Millera i grupy trzymającej władzę. Członkowie SLD zapewne woleliby, żeby nie było Opola, Elektrociepłowni Opole i firm ubezpieczeniowych, a przynajmniej ich części. No i oczywiście SdPl, PiS i PO, o LPR nie wspominając. PiS - czego zresztą nie kryje - wolałby, żeby nie było SLD i Aleksandra Kwaśniewskiego, a jeśli już - to nie w roli prezydenta. LPR życzyłoby sobie pewnie, aby nie było - poza prezydentem, SLD, SdPl i Janem Kulczykiem - prywatyzacji, Unii Europejskiej, zagranicznego kapitału i hipermarketów. Hipermarkety pewnie wolałyby, aby nie było niedzieli, bo wówczas można byłoby handlować bez przeszkód i zakazów - a najbardziej w środę. Minister Środa - według oponentów - chciałaby świata bez katolicyzmu i mężczyzn, bo wówczas równość kobiet regulowałaby wysokością obcasów. Jej z kolei nie chciałoby wielu mężczyzn i kobiet (sic!) również, choć jeszcze więcej jest osób, które chciałyby wieść życie w świecie bez poniedziałków. Górnicy chcieliby, aby nie było Chin, RPA, Argentyny, Ukrainy i Chile, gdzie kopie się tańszy węgiel, rolnicy - dołożyliby do tego także sporą część świata. Robotnicy woleliby świat bez maszyn, a maszyny - bez robotników. Budowniczowie metra pewnie mieliby łatwiej, gdyby nie musieli się grzebać w ziemi albo/i gdyby nie było ludzi, których tym metrem trzeba dowieźć do pracy. Spora część ludzi wolałaby, aby nie było ani metra, ani pracy, tylko "pieczone gołąbki same wpadały do gąbki". Z kolei gołąbki zapewne preferowałyby sytuację, w której nikomu nigdzie się nie wpada, jest tylko sporo drzew, sporo placów z ziarnem i parę wysokich pomników. Co pomniki myślą o gołąbkach, można się tylko domyślać, ale sporo złomiarzy chętnie zamieniłoby pomniki w szeleszczące papierki w punkcie skupu. A potem te papierki zostałyby przepuszczone na substancje organiczne. Te zaś - jak wiadomo - szybko zmieniają się w proch i pył. I - jak się okazuje - konsekwentne wypełnianie nawet mniej ważnych życzeń doprowadziłoby do tego, że byłaby tylko ciemność i duch unosiłby się nad wodami.

Czyli wrócilibyśmy do punktu wyjścia - czego ani sobie, ani Państwu nie życzę.