Michał Marczak, analityk Domu Inwestycyjnego BRE Banku, sądzi, że cena docelowa dla Netii to 4,5 zł. W dniu wydania rekomendacji kurs wynosił 4,7 zł, czyli był zdecydowanie wyżej od tego poziomu. Taka rozbieżność powstała właściwie w ciągu dwóch dni: w poniedziałek 20 grudnia notowania operatora wzrosły o 5% i sięgnęły 4,59 zł, we wtorek dobiły do 4,7 zł. Inwestorzy zareagowali wówczas na informację podaną przez KPWiG o tym, że firmy powiązane z przewodniczącym rady nadzorczej Netii kupowały papiery. Wkrótce po wzroście Komisja skorygowała komunikat. W rzeczywistości firmy powiązane z Nicholasem Cournoyerem nie zmieniły swojego zaangażowania, bo handlowały między sobą. W efekcie w środę, 22 grudnia, kurs operatora zaczął spadać. Na razie nie powrócił jednak do poziomu sprzed informacyjnego zamieszania (4,37 zł). Jest jednak już bliski wycenie DI BRE: na wtorkowym zamknięciu za akcję spółki płacono 4,41 zł.
Według M. Marczaka, w krótkim czasie czynnikiem pozytywnie wpływającym na zachowanie się kursu będzie dywidenda, którą Netia "powinna wypłacić za 2004 r.". Analityk powołuje się na informacje uzyskane od zarządu operatora i pisze, że wypłata dywidendy na poziomie zysku netto wypracowanego w 2004 r. jest bardziej realna niż megadywidendy. Takie rozwiązanie wstępnie rekomenduje zarząd, chcąc zachować środki na przejęcia.
DI BRE sceptycznie ocenia możliwość realizacji planów zarządu. Po próbie przejęcia Telefonii Dialog czy Exatela (należy do Polskich Sieci Elektroenergetycznych), Netia zamierza zaoferować klientom usługi telefonii komórkowej. Według M. Marczaka, realizacja takiej strategii jest mało realna. Powstaje natomiast ryzyko, że zaniedbana zostanie podstawowa działalność.