Dawanie drobnych prezentów w najróżniejszej postaci jest traktowane na Wall Street jako rzecz absolutnie normalna. Jednak tym razem zarówno SEC, jak i NASD po raz kolejny próbują zdefiniować granice tego, co dozwolone. Teoretycznie NASD ogranicza wartość prezentów, które mogą przyjąć maklerzy, do 100 dolarów. Przepisy nie precyzują jednak wydatków kwalifikowanych jako "rozrywka" (entertainment). - To szara strefa, która wymaga niemal każdorazowo oceny zarówno obydwu zainteresowanych firm, jak i władz regulacyjnych - uważa Roy Smith, profesor finansów na New York University i były partner w banku inwestycyjnym Goldman Sachs. Granica, gdzie kończy się zwykła gościnność i uprzejmość, a gdzie zaczyna się rzeczywisty konflikt interesów, jest na Wall Street bardzo płynna.

NASD, stowarzyszenie, które jest organizacją regulującą funkcjonowanie rynku kapitałowego, zajęło się na przykład wyjazdami na partyjki golfa Scotta DeSano - szefa operacji giełdowych w rodzinie funduszy Fidelity Investments. Opłacał je Bank of America, który w ostatnich latach prowadził wiele operacji z Fidelity. Dzięki szczodrości banku inwestycyjnego DeSano miał między innymi możliwość uczestniczyć w turniejach golfowych razem z profesjonalistami. Choć Fidelity tego jeszcze nie potwierdza, według przecieków prasowych sprawą zajęła się także SEC. Rodzina funduszy zapowiada współpracę z władzami regulacyjnymi i obiecuje podjęcie kroków dyscyplinarnych przeciwko co najmniej dwóm maklerom, którzy także naruszyli wewnętrzne przepisy funduszu i wyjechali grać w golfa na rachunek biznesowych partnerów.

Podobne golfowe wycieczki opłacał pracownikom Fidelity i innych funduszy inwestycyjnych dom maklerski Jefferies Group. Problem jest poważny, gdyż wielkie firmy inwestycyjne, jak Fidelity (która jest największą rodziną funduszy w USA) powinny podejmować decyzję o tym, z kim prowadzić giełdowe operacje, kierując się interesem swoich udziałowców i klientów, a nie przywilejami członków zarządu.