Uczestnicy międzynarodowego rynku naftowego przejawiali w ostatnich dniach niewielką aktywność ze względu na przerwę świąteczną w funkcjonowaniu giełdy londyńskiej. Głównymi czynnikami wpływającymi na ceny ropy były nadal prognozy meteorologiczne oraz związana z nimi ocena podaży oleju opałowego i popytu na to paliwo w USA.

Zapowiedź wysokich temperatur we wschodniej części Stanów Zjednoczonych, w połączeniu ze wzrostem rezerw paliw płynnych, sprzyjały początkowo spadkowi notowań. Meteorolodzy skorygowali jednak prognozy, zapowiadając ochłodzenie na północnym wschodzie USA. Wiadomość ta oraz atak zimy w zachodnich stanach przyhamowały tendencję zniżkową, zwłaszcza że przeciwko nadmiernemu spadkowi notowań przemawiały też inne zjawiska. Coraz większe obawy wywoływała napięta sytuacja w Iraku, gdzie ewentualne ataki na urządzenia naftowe mogą zakłócić eksport ropy. Uczestników rynku niepokoiły też losy rosyjskiego koncernu Jukos Oil, a zwłaszcza perspektywa zmniejszenia wydobycia przez jego dotychczasową jednostkę Jugansknieftiegaz, której - ze względu na długi - grozi wstrzymanie dostaw energii elektrycznej.

Czynniki te zrównoważyła z kolei informacja o zwiększeniu produkcji paliw przez amerykańskie rafinerie, toteż w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lutym płacono wczoraj po południu tylko 38,60 USD w porównaniu z 40,71 USD w końcu ostatniej przed świętami sesji w zeszły czwartek.