Zgodnie z oczekiwaniami aktywność inwestorów na skróconej sylwestrowej sesji była niewielka. Dzień zakończył się nieznacznym wzrostem, czyli tak jak większość notowań, kiedy obroty na giełdzie są małe. Nastroje wokół rynku pozostają bardzo dobre i w nowy rok wkraczamy z nadziejami na kontynuację wzrostu. Napływające informacje są interpretowane w większości pozytywnie. Tak było na przykład z redukcją zatrudnienia w TP. Jednocześnie wciąż mamy sporą grupę outsiderów - w grudniu w dół poszły kursy aż 77 spółek, głównie średniej wielkości, wystawionych na ryzyko związane z umacniającym się złotym oraz odczuwających wysokie ceny surowców.

Inwestowanie w ostatnich miesiącach stało się trudne i wiele wskazuje na to, że taka sytuacja utrzyma się w 2005 r. Można odnieść wrażenie, że o kursach decydują bardziej pojawiające się mody niż konkretne przesłanki. Na potwierdzenie tej tezy można przytoczyć notowania banków, których akcje są obecnie znów wycenione bardzo wysoko, a jednak znajdują nabywców. W pewnym stopniu tajemnica ich sukcesu tkwi w obniżającej się od dłuższego czasu rentowności obligacji, która powinna poprawić wynik z działalności finansowej. Jednak zawężająca się różnica pomiędzy rentownością polskich i niemieckich papierów w obliczu spodziewanej w połowie 2005 r. podwyżki stóp procentowych w strefie euro każe liczyć się z powolnym wygasaniem korzystnego oddziaływania tego czynnika. Jednocześnie prawdopodobne jest to, że spadek salda rezerw zbliża się już do końca i w kolejnych miesiącach banki z tej strony nie będą już miały wsparcia. Natomiast pojawi się zagrożenie ponownym obniżeniem marż w związku z prognozowanym coraz powszechniej ponownym cięciem stóp procentowych w Polsce.

Po dobrej końcówce roku trudno oczekiwać nagłego zwrotu notowań w pierwszych dniach 2005 r. Nie warto jednak zbytnio rozbudzać oczekiwań, by nie doznać niemiłego rozczarowania, kiedy moda na rynki w naszym regionie wśród zagranicznych podmiotów minie.