ADR-y (American Depositary Receipts) pozwalają na notowanie na giełdach w USA spółek zza granicy. Są one emitowane w miejsce akcji zagranicznej spółki zdeponowanych w amerykańskim banku i uprawniają ich posiadacza do dochodów z tych akcji.

Jak pokazują dane Bank of New York (bank jest animatorem rynku dla mniej więcej dwóch trzecich spośród wszystkich ADR-ów notowanych w USA), wolumen handlu ADR-ami zwiększył się w zeszłym roku do rekordowego poziomu 39,1 mln, rosnąc o ponad 18% w porównaniu z 2003 r. (z 33,1 mln). Wartość obrotu wzrosła jeszcze bardziej, bo o 40% - z 632 mld USD, do 885 mld USD.

Eksperci wyjaśniają tak spory wzrost zainteresowania ADR-ami sytuacją na rynkach walutowych. W zeszłym roku dolar staniał w stosunku do euro o ponad 7%, od początku września tracąc aż 12%. Osłabił się też do innych głównych walut. To oznacza, że amerykańscy inwestorzy mogli zarobić na notowanych w dolarach ADR-ach, nawet jeśli kurs akcji, na których się one opierają - wyrażony w walucie zagranicznej - stał w miejscu. Obliczany przez Bank of New York indeks grupujący amerykańskie kwity depozytowe zyskał w zeszłym roku ponad 12%, podczas gdy wskaźnik S&P 500, obejmujący największe spółki z giełd w USA, wzrósł o 9%.

Ponieważ ten rok ma stać pod znakiem dalszego osłabiania się dolara, analitycy przewidują, że przyniesie też kolejny rekord w handlu ADR-ami. Zdecydowana większość - aż 60% - ADR-ów reprezentuje akcje firm z Europy. Pozostała część mniej więcej po połowie przypada na spółki z Azji i Ameryki Płd.

Reuters