Komisja próbuje opracować tekst uchwały od kilkunastu dni. Pierwotna wersja, autorstwa LPR, wzywała rząd do niezawierania ugody z Eureko, mniejszościowym akcjonariuszom PZU. Dokument do komisji wrócił po tym, jak Sejm nie zgodził się, głosami opozycji, na jego odrzucenie. Obecnie wnioskodawcy chcą zobowiązać rząd do zachowania pakietu kontrolnego w PZU do czasu zakończenia prac przez sejmową Komisję Odpowiedzialności Konstytucyjnej oraz śledztwa warszawskiej prokuratury okręgowej, które badają kulisy prywatyzacji PZU w latach 1999-2001.
Gorący apel ministra
Wczorajsze obrady sejmowej Komisji Skarbu były początkowo jawne. Przez blisko godzinę dyskutowano, czy ich jednak nie utajnić. Powód? Posłowie otrzymali wczoraj z ministerstwa skarbu przetłumaczone oświadczenie Joao Talone, byłego prezesa Eureko, będące częścią pozwu, jaki inwestor złożył w 2003 r. w postępowaniu arbitrażowym przeciwko Polsce. Część posłów miała wątpliwości, czy warto to robić, skoro obszerne fragmenty tego dokumentu są cytowane w mediach od kilku dni, a pełny tekst można znaleźć w internecie. Ponadto materiały, które pobrali, nie miały również klauzuli "poufne". - Upublicznienie oświadczenia prezesa Talone jest działaniem na niekorzyść Polski. Będziemy musieli się z tego tłumaczyć przed sądem arbitrażowym. Już wcześniej mieliśmy przypadki, że sprawy mniejszej wagi były wykorzystywane przez Eureko przeciwko nam - powiedział wczoraj posłom Jacek Socha, minister skarbu. - Dokument, który przekazaliśmy został uzupełniony o zeznania, jakie później prezes Talone złożył w tej sprawie arbitrom - dodał. Wyjaśnił, że choć oświadczenie prezesa Talone znajduje się w internecie, to resort skarbu nadal musi traktować je jak poufne.
Kiedy głosowanie?
J. Socha dodał, że ministerstwo skarbu zwróciło się do kancelarii prawnej, obsługującej Eureko, o zdjęcie klauzuli poufności z tego dokumentu, ale do wczoraj resort nie otrzymał odpowiedzi. Apel poskutkował o tyle, że w końcu posłowie postanowili głosować nad utajnieniem obrad. Ze względów proceduralnych wyproszono wszystkich gości oraz dziennikarzy, którzy przez dobre pół godziny stali przed drzwiami. Ostatecznie na salę zaproszono tylko przedstawicieli ministerstwa skarbu. Obrady musieli opuścić nie tylko dziennikarze, ale też przedstawiciele Najwyższej Izby Kontroli.