Piątkową sesję na rynku terminowym można podzielić na dwie części: przed i po danych z USA. Pierwsza odsłona, to kontynuacja rozpoczętego w poniedziałek trendu spadkowego, który sprowadził marcowe kontrakty z prawie 2000 do 1905 pkt. w dniu dzisiejszym. I pewnie kontrakty spadłyby poniżej psychologicznego poziomu 1900 pkt., gdyby nie dane z USA. Po tym jak amerykański Departament Pracy poinformował, że w grudniu w USA liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła o 157 tys. (wobec oczekiwanych 175 tys. i 137 tys. przed miesiącem), nastąpił zwrot. Dane chociaż dane były relatywnie słabe, zostały dobrze przyjęte przez inwestorów. Efektem był wzrost kontraktów o 15 pkt., co pozwoliło zakończyć dzień na poziomie 1925 pkt.

Na wykresie dziennym została wyrysowana świeczka o białym korpusie z dłuższym dolnym cieniem. Po czterech dniach spadków, będzie ona zachęcała do odbicia na początku przyszłego tygodnia. Odbicie to będzie ograniczone przez lukę bessy z 5 stycznia (1950-1965 pkt.). Byki, jeżeli nie chcą zakończyć stycznia równie fatalnie jak go rozpoczęły, muszą postarać się o zamknięcie wspomnianej luki. Tyle, że sądząc po wygenerowanych sygnałach sprzedaży na głównych wskaźnikach, można wątpić w realizację takiego scenariusza.

Optymizmem nie nastraja również wykres tygodniowy. Co prawda, wskaźniki jeszcze nie wygenerowały średnioterminowych sygnałów sprzedaży, ale widoczne na nich negatywne dywergencje sugerują taką możliwość. Ponadto na wykresie świecowym mamy objecie bessy. Jeżeli w przyszłym tygodniu zostanie ono potwierdzone przez czarną świecę, to realne staną się spadki przynajmniej w okolice 1650 pkt. (dołki z maja i sierpnia 2004). Dopiero tam się rozstrzygnie czy ta średnioterminowa korekta przerodzi się w bessę, czy też rynek wróci do wzrostów.