2004 rok był ciekawy w wielu aspektach związanych z szeroko rozumianymi ekonomicznymi zjawiskami. Szczególnie interesujące były kwestie dotyczące naszych przyszłych emerytur.
Pierwsza sprawa to wyniki OFE. Pamiętam burzę, która rozpętała się na początku ich istnienia. Zarzucano funduszom nieporadność, wmawiano korzystającym z ich oferty, że pieniądze są przejadane i że w związku z tym nie ma co liczyć na wysokie emerytury. Na pewno w kilku przypadkach rzeczywiście można było takie tezy postawić. Ale w zdecydowanej większości OFE wszystko było w porządku. Relatywnie wysoki udział kosztów stałych związany z początkowym okresem funkcjonowania funduszy oraz nadspodziewanie głęboka zapaść polskiej gospodarki musiały odbić się na wynikach. Trzeba pamiętać, że cały system opiera się na działaniach długofalowych, na długoterminowym inwestowaniu i trudno oceniać rezultaty po kilku miesiącach, szczególnie gdy są to pierwsze miesiące istnienia. Amerykanie mówią, że jak nie ma historycznych danych przynajmniej z trzydziestu lat, to na dobrą sprawę nie ma materiału do analiz. No i trudno się z tym nie zgodzić.
Dokładnie z tego samego powodu nie można, dysponując jedynie rocznymi wynikami oceniać, który fundusz jest najlepszy i na tej podstawie podejmować poważne decyzje.
Dzisiaj obraz jest czytelniejszy. Nie jestem zwolennikiem porównywania wyników funduszy dotyczących krótkich okresów. Odnotujmy więc jedynie, że wartość przeciętnej jednostki rozrachunkowej OFE wzrosła w zeszłym roku o 14,39%. Oczywiście, to nie tylko kwestia działań podjętych w ostatnich dwunastu miesiącach, procentowały także strategie przyjęte wcześniej. Co jednak najistotniejsze, możemy być zadowoleni z wyników osiągniętych w okresie od początku działania systemu do teraz. Średnio fundusze podwoiły bowiem wartość jednostek rozrachunkowych.
Druga strona medalu to Indywidualne Konta Emerytalne. Szumnie obwieszczano początek ich funkcjonowania, ale, niestety, okazały się one niewypałem. To prawda, że Polakom trudno jest w tej chwili oszczędzać. Uwzględniając inflację płace właściwie nie rosną, za co odpowiada między innymi wciąż utrzymujący się bardzo wysoki poziom bezrobocia. Jednak spora część społeczeństwa inwestuje - wskazują na to publikowane dane. IKE dają możliwość obrony przed podatkiem od dochodów kapitałowych. Dlaczego nie są więc wykorzystywane? Czy niski poziom wiedzy na ich temat jest barierą? A może górę bierze niechęć do blokowania pieniędzy na długi okres? Czy wciąż nie myślimy perspektywicznie i przedkładamy doraźne korzyści nad strategie długookresowe? Z pewnością każdy z tych elementów ma znaczenie.