Wydawało się, że wczorajsza sesja przyniesie bardziej dynamiczne odbicie. Tymczasem skończyło się na przypadkowym wzroście - WIG20 zyskał 0,42% i miał na zamknięciu 1885,8 pkt. Wzrost zasługuje na miano przypadkowego, bo jego głównym sprawcą stały się akcje Banku BPH. Na zamknięcie wtorkowej sesji ktoś zleceniem na 1500 akcji spowodował spadek kursu do 466 zł (-5,4%). Wczoraj kurs odrobił straty już na początku notowań, przy wolumenie w granicach 200 sztuk. Ostatecznie kurs BPH zyskał 4,1% i wyniósł 485 zł na koniec sesji. Te skoki cen dotyczyły spółki, która ma ok. 8-proc. wpływ na wartość WIG20 i zajmuje piąte miejsce w rankingu indeksu. Uwagę zwróciło też zachowanie dwóch mniejszych firm: Świecia i Polimeksu MS. Kurs pierwszej jest najniższy od półtora roku, drugiej (dzień po tym jak spółka odebrała od GPW nagrodę za największy wzrost kursu spośród spółek WIG20 w 2004 roku) zanotował trzymiesięczne minimum (30 zł).

Mimo że te fakty składają się na dość ponury obraz rynku, indeks wciąż znajduje się w średnioterminowym trendzie wzrostowym. I wciąż ma szansę na powrót w okolice szczytu z początku roku, choć wydaje się, że jeszcze nie z tego poziomu. Zniżka w okolice 1850 punktów jest dość prawdopodobna. Nie wykluczyłbym nawet 1800 punktów już w tym ruchu spadkowym.

Scenariusz z dalszym spadkiem WIG20 jest o tyle niebezpieczny, że już wczoraj indeks oparł się na linii trendu, poprowadzonej przez dołki z sierpnia i listopada. To zarazem dolne ograniczenie kanału spadkowego, w którym indeks porusza się od pięciu miesięcy. Po wybiciu z niego dołem oczekiwać można zniżki o 120 punktów. Zrealizowanie takiego scenariusza oznacza przebicie najważniejszej w tej chwili linii trendu wzrostowego. Dlatego lepiej dla posiadaczy akcji, gdyby już dziś popyt zabrał się do bardziej zdecydowanych działań. Jednak po tym, jak osłabł popyt na akcje TP, PKN i banków, trudno wskazać spółki, które miałyby pociągnąć indeks znów w okolice 1950 pkt.