Jedne z najpopularniejszych podczas sylwestra życzeń mailowo-sms-owych brzmiały: "Ile razy Miller skłamał, ile Kwach obietnic złamał, ile Beger owsa zjadła, ile Kalisz nosi sadła, ile Pęczak (tu pojawiały się też inne nazwiska) wziął na boku, tyle szczęścia w nowym roku."
Nie jest to twórczość zbyt wyrafinowana, ale świadczy o tym, że społeczeństwo nie zobojętniało i mimo wszystko sprawami polityki i kraju żywo się interesuje.
Są dowody, że kwestie gospodarcze również nie są mu obce, a świadomość ekonomiczna rośnie. Bo inny sms brzmiał tak: "niech los się o was zatroszczy, a rząd się o wasze sprawy stara, niech wzrośnie produkt krajowy brutto, netto i tara".
Skąd teza o większej świadomości? Dawniej śpiewano: "Telewizor, meble, mały fiat, oto marzeń szczyt". Jak rzeczone dobra były na stanie albo w zasięgu ręki, znaczyło: gospodarka rozwija się dobrze, a jak nie - kryzys (słowo recesja nie było w modzie), z powodu którego bohater innej piosenki - mimo że był lekiem na całe zło - musiał szósty rok w tej samej kurtce zasuwać. Szczęściarz, któremu lepiej się powodziło - wybudował zamek za oszczędności (inflacja była taka, o jakiej RPP w najgorszej projekcji się nie śniło), "by czuć się bezpiecznym do późnej starości" (pogratulować trafnej inwestycji!).
A teraz, proszę: niech rząd się stara, niech PKB rośnie... Teraz to my już nie o sobie myślimy, ale o całej gospodarce. I tego chcemy, żeby nam się szybciej rozwijała. Jak tak dalej pójdzie, to w przyszłym roku emeryci, hutnicy, sportowcy i inni będą sobie życzyć w domowym zaciszu: uzdrowienia finansów publicznych (na wszelki wypadek; jak przyjdą gorsze czasy, będzie jak znalazł...), wzrostu eksportu, zwiększenia inwestycji itd., itp.