Istnieje wiele powodów, żeby sądzić, że rynki finansowe są efektywne lub przynajmniej wystarczająco efektywne. A już z pewnością stwierdzenie to dotyczy wymaganej stopy zwrotu przy określonym poziomie ryzyka, gdzie zależność jest generalnie dodatnia.
Chyba najbardziej widoczne jest to w przedsiębiorstwie pt. Państwo, które jeszcze na dodatek cierpi na chroniczne deficyty budżetowe. Jednak owo Państwo jest specyficznym podmiotem, ponieważ w dużym stopniu samo dla siebie tworzy otoczenie instytucjonalne. Dlatego też ocena ryzyka kredytowego jest nieco bardziej złożona niż w przypadku "zwykłych" spółek.
Można sobie przecież wyobrazić, że Państwo, które nie ma środków na obsługę krajowego zadłużenia, po prostu pieniądze drukuje - wtedy mimo spłaty wierzycieli i tak mamy do czynienia z bankructwem. Najprostszą metodą jest więc wynajęcie wyspecjalizowanej firmy, żeby obserwowała dany kraj, co też czynią agencje ratingowe.
Problem jednak polega na tym, że główny podział przebiega między oceną inwestycyjną (lepszą) i spekulacyjną (gorszą) - przekroczenie tej bariery to wyraźny sygnał dla inwestorów. Co jednak z ocenami wewnątrz tych głównych przedziałów? Czy BBB+ jest znacząco różne od BBB? A może jest jakaś przepaść między BBB+ a A-? Stosunkowo rzadkie bankructwa państw o ratingu inwestycyjnym sprawiają, że odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna, a proste wnioskowanie na podstawie przedsiębiorstw prywatnych może się mijać z celem.
Może więc warto zaufać rynkowi, który ponoć wycenia instrumenty finansowe (i nie tylko) "sprawiedliwie". Weźmy przykład Polski - na dochodowości papierów skarbowych wciąż ciąży najniższa ocena ratingowa wśród krajów regionu (Czech, Słowacji i Węgier), a jednak ministerstwo nie ma najmniejszego problemu z uplasowaniem kolejnych emisji. Również za granicą polski dług znajduje chętnych, co dobitnie pokazała ostatnia emisja euroobligacji (choć w tym akurat przypadku ministerstwo zaoferowało bardzo atrakcyjną cenę). Właściwie jedynym ryzykiem takiego rozumowania jest tzw. psychologia rynków finansowych, która jest w stanie sprawić, że trwający trend jest za wszelką cenę broniony przez ogromną większość, która z niego korzysta. Z tym że stwierdzenie to także można skierować w stronę agencji ratingowych, których oceny niejednokrotnie zmieniały się dopiero po istotnych wydarzeniach (co pokazały kryzysy w Azji). Do tego dochodzi jeszcze generalnie większa skłonność agencji do obniżania niż podwyższania wiarygodności kredytowej, co można wytłumaczyć dbałością o reputację.