- I co? - Andrzej Świderski, przewodniczący "Solidarności" w Zakładach Azotowych "Puławy", pyta swojego zastępcę. Kolejny dzień negocjacji, kolejna przerwa. Dziś szef związku nie poszedł na rozmowy, jakby w przeczuciu, że i tak nic nie przyniosą. Jak lew w klatce krąży od swojego wypełnionego pucharami gabinetu do drzwi pawilonu, w którym związki mają siedzibę. Staje na chodniku i patrzy w stronę przeszklonego biurowca zarządu. - Idzie jak po grudzie - wzdycha Andrzej Jacyna, zastępca Świderskiego. Zmęczony, postawny mężczyzna, przeciera okulary i po chwili znów wraca do negocjacji.
Związkowcy walczą z zarządem firmy o układ zbiorowy. Obie strony nie mogą się nawet porozumieć co do tego, czy ten układ został skutecznie wypowiedziany.
Prezent od Mikołaja
Na ostatnie święta Bożego Narodzenia Zygmunt Kwiatkowski, prezes Zakładów Azotowych w Puławach, dostał... taczkę. Przywiozła ją osoba przebrana za Mikołaja. - Dla mnie to nie pierwszyzna - mówi, lekko się uśmiechając, Kwiatkowski. Widać jednak, że temat taczki nie jest dla niego przyjemny, mimo że wiele osób już o nią pytało. Pierwszą taczkę przyczepiono przed wejściem do biura już pierwszego dnia pracy. Tak na wszelki wypadek. Żeby wiedział, że załoga jest czujna.
- Prezes zawsze mówi, że ta taczka to mu szczęście przyniosła, bo była jak się z firmą witał, a teraz jest jak będzie ją prywatyzował - mówią złośliwie związkowcy. W ogóle pracownicy są wobec Kwiatkowskiego dosyć uszczypliwi. W oknie Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego wisi już od dawna dziwna gazetka: wycięty z "Gazety Wyborczej" reportaż o internetowej powieści. Jej bohater, dyrektor Burak, jest głupim dyrektorem bliżej nieznanej firmy. Jakby przez przypadek: wisi nad wycinkiem z "GW" mały artykuł z miejscowej gazety. Zdjęcie Zygmunta Kwiatkowskiego i tytuł: Buraki na Azotach. - Tyle, że ten tytuł do zupełnie do czego innego się odnosił - tłumaczy Marek Sieprawski, rzecznik prasowy firmy, który gazetkę codziennie mija w drodze do prezesa. Fakt - tekst dotyczył dalekosiężnych planów "Puław", gdzie prezes do walki z bezrobociem chciał wykorzystać buraki... cukrowe.