Powodów kiepskiej atmosfery na parkietach w Stanach Zjednoczonych jest kilka. Utrzymuje się presja na ceny metali, te zaś oddziałują na notowania spółek wydobywczych. Akcja największego na świecie producenta aluminium - Alcoa - miesiąc temu kosztowała jeszcze ponad 34 USD, teraz trzeba za nią zapłacić mniej niż 30 USD. Cena waloru Freeport McMoran Copper & Gold wynosiła pod koniec listopada ub.r. ponad 40 USD, obecnie jest to 36 USD. Można przyjąć, że powrót hossy na rynek metali jest na razie bardzo mało prawdopodobny. Pytanie raczej sprowadza się do tego, czy ceny zdołają się utrzymać na aktualnych poziomach, czy jednak stopniowo będą się obniżać. Większa produkcja, mniejszy popyt w związku z niższym tempem wzrostu światowej gospodarki w tym roku oraz mocniejszy dolar i perspektywa ustabilizowania się jego notowań przemawiają za drugim wariantem.
Jednocześnie wyniki największych firm w Ameryce nie rozpieszczają. Zarówno Intel, jak i Alcoa zanotowały w IV kwartale mniejsze zyski niż rok wcześniej. Sun Microsystems zakończył ostatni kwartał ub.r. nad kreską (w IV kw. 2003 r. miał stratę), ale przychody ze sprzedaży spadły. Zniżkę kontynuowały też notowania. Na przełomie roku 2004 i 2005 obniżyły się o blisko dolara, do 4,5 USD, w piątek w pierwszej części dnia traciły dalsze 8%.
Stopy będą nadal rosły
Słabość giełd amerykańskich w tym roku tłumaczy się również nieoczekiwanym zaostrzeniem retoryki przez władze monetarne, co wspomaga dolara. Ostatnia wypowiedź Williama Poole?a, członka Rezerwy Federalnej, wzmocniła obawy o przyspieszenie cyklu podwyżek stóp procentowych. Co jednak ciekawe, takie zagrożenie w niewielkim stopniu oddziałuje na rynek obligacji. Rentowność 10-latek od końca minionego roku nawet minimalnie spadła. W oparciu o dochodowość długookresowych papierów określa się atrakcyjność lokowania w akcje w porównaniu z bezpiecznymi inwestycjami. Jak więc połączyć obawy o kolejne podwyżki stóp ze słabą kondycją giełd?
Możliwe jest to, że notowania papierów skarbowych są wspierane przez oczekiwania na obniżkę tempa wzrostu gospodarczego. Narastająca luka w handlu zagranicznym może skłaniać do wniosku, że skoro jej powiększaniu się nie był w stanie przeciwdziałać słaby dolar (miał zwiększać eksport, a w listopadzie spadł), to jedynym sposobem będzie wolniejszy rozwój gospodarki, który ograniczy import. Właśnie przekonanie o nieuchronności pogorszenia się koniunktury w Stanach Zjednoczonych tłumaczyłoby ostatnie zachowanie rynków - stabilizacja obligacji, spadek akcji i towarów.