Ceny miedzi wahały się w minionym tygodniu pod wpływem dwóch czynników - oceny tegorocznego zapotrzebowania na ten metal oraz zmieniającego się kursu dolara do euro. Najpierw notowania spadły, reagując na prognozę Mecquarie Bank. Jej autorzy oczekują, że w bieżącym roku światowy popyt na miedź zwiększy się tylko o 4,4%, a więc w tempie o ponad połowę wolniejszym niż rok wcześniej. Tymczasem podaż ma wzrosnąć o 9%, zmniejszając deficyt tego surowca z 520 tys. do 381 tys. ton.
W połowie tygodnia tendencja zniżkowa została odwrócona, gdyż osłabienie waluty amerykańskiej zwiększyło atrakcyjność miedzi jako lokaty kapitału dla funduszy hedgingowych i innych spekulantów. Wzrost notowań nie trwał jednak długo, gdyż zahamowała go zwyżka kursu dolara. Przyczyniły się do niej dane, które wykazały w 2004 r. największy od pięciu lat wzrost sprzedaży detalicznej w USA.
W końcu tygodnia ceny miedzi ustabilizowały się. Wprawdzie za utrwaleniem tendencji spadkowej przemawiał mocniejszy dolar, ale pojawiły się też czynniki działające w przeciwnym kierunku. Zeszłoroczny, najszybszy od czterech lat, wzrost produkcji przemysłowej w USA zapowiada zwiększony popyt na miedź, a malejące rezerwy grożą pogłębieniem deficytu.
Na Londyńskiej Giełdzie Metali surowiec ten w kontraktach trzymiesięcznych kosztował w piątek po południu 3002 USD za tonę w porównaniu z 3001 USD dzień wcześniej i 2978 USD w końcu poprzedniego tygodnia.