Pierwszy proces Kozlowskiego i Swartza został unieważniony w kwietniu ub.r., ponieważ ława przysięgłych nie mogła uzgodnić werdyktu. Sprawa stała się wówczas łakomym kąskiem dla mediów, gdyż prokuratorzy podczas półrocznego procesu usiłowali udowodnić, iż oskarżeni żyli ponad stan, wydając pieniądze własnej firmy. Na sali sądowej można więc było obejrzeć zapis wideo przyjęcia urodzinowego żony Kozlowskiego, zorganizowanego na Sardynii za dwa miliony dolarów, albo odbyć wirtualną wycieczkę po luksusowym manhattańskim apartamencie byłego dyrektora Tyco, wyposażonego za pieniądze korporacji. Przed ławą przysięgłych zeznawała między innym służąca Kozlowskich (notabene Polka; sam Kozlowski też ma polskie korzenie), handlarz winem, u którego szef Tyco kupował trunki, pilot latający samolotami korporacji czy dekorator wnętrz. Wszystko po to, aby udowodnić, że dyrektor Tyco żył w przepychu, uczestnicząc w zmowie, która pozwoliła na sprzeniewierzenie gigantycznych sum pieniędzy.
Nowy proces rozpocznie się od wyboru nowej ławy przysięgłych. Według ekspertów prawnych, tym razem na sali sądowej będzie dużo mniej fajerwerków, za to dużo więcej konkretów. Kierowana przez Roberta Morgenthau manhattańska prokuratura będzie chciała się zrehabilitować za porażki w sprawie Tyco. Oprócz unieważnionego w kwietniu procesu Kozlowskiego i Swartza, w lecie ub.r. uniewinniono także w odrębnym procesie byłego głównego doradcę Tyco Marka Belnicka. Załamały się także rozmowy o ugodzie pozasądowej z Kozlowskim, co pozwoliłoby prokuraturze wyjść z twarzą z całej sprawy. Oskarżenie skupi się więc w dużo większym stopniu na konkretnych przypadkach domniemanego sprzeniewierzania pieniędzy spółki, a nie na wystawnym stylu życia jej byłych szefów. Zabraknie też w akcie oskarżenia punktu mówiącego o korporacyjnej korupcji oraz co najmniej kilku zarzutów o popełnieniu konkretnych kradzieży.
Linia obrony jest także znana od dawna. Oskarżeni zgodnie twierdzą, że działali za pełną wiedzą i zgodą zarządu Tyco. Według adwokatów nie ma także dowodu na to, że Kozlowski oraz Swartz świadomie chcieli popełnić przestępstwo (criminal intent), co może mieć decydujące znaczenie przy ogłaszaniu werdyktu.
(Nowy Jork)