Uważam, że nadszedł czas zastanowienia się nad rezygnacją z jednego z instrumentów używanych przez Radę Polityki Pieniężnej, mianowicie "nastawienia w polityce pieniężnej", określanego często elegancko "biasem". Teza ta może wydawać się nieco kontrowersyjna, zważywszy że być może właśnie w tym roku zacznie on święcić swoje triumfy i samotnie tkwić w centrum uwagi rynków w pierwszych kilku miesiącach tego roku. Nie dłużej, bo tegoroczne wybory parlamentarne i ich konsekwencje dla polityki gospodarczej w mojej ocenie będą numerem 1 w drugiej połowie roku.
Istnieją dwa ważne powody przemawiające za porzuceniem stosowania "nastawienia w polityce pieniężnej". Po pierwsze, komunikacja banku centralnego w oparciu o projekcję inflacyjną doskonale spełnia zadania "nastawienia", w dodatku mając kilka innych zalet. Po drugie, przy prognozie powolnego spadku oficjalnych stóp procentowych, balansowanie między nastawieniem łagodnym a neutralnym może okazać się kłopotliwe i prowadzić do nieporozumień. Właściwie powinienem również wspomnieć o trzecim argumencie - nie najlepszej tradycji używania tego instrumentu, czyli wielokrotnym obniżaniu stóp procentowych przy neutralnym nastawieniu w polityce pieniężnej. Uważam jednak, że każdy instrument, jeśli jest dobrze używany, może odzyskać swoją świetność, i "zła przeszłość" nie jest sama w sobie silnym argumentem na rzecz jego porzucenia.
Wracając do pierwszego argumentu, sądzę, że główna rola "nastawienia w polityce pieniężnej", czyli komunikowanie zamiarów Rady, została już zawłaszczona przez opierające się na projekcji inflacyjnej komunikaty RPP. Samo wprowadzenie projekcji inflacji nie wystarczyłoby do wnioskowania o zamiarach Rady. Ponieważ projekcja jest przygotowywana przez ekspertów NBP, to nigdy nie byłoby wiadomo, na ile RPP dystansuje się od wizji NBP. Natomiast wskazywanie w komunikatach przez Radę jej stosunku do projekcji inflacyjnej, w postaci bilansu ryzyka dla przyszłej inflacji, w mojej ocenie silnie wskazuje na zamiary Rady. Cóż bowiem oznacza zdanie z grudniowego komunikatu RPP "Prawdopodobieństwo utrzymania się inflacji powyżej celu inflacyjnego (2,5%) w 2006 roku jest nadal wyższe od prawdopodobieństwa tego, że inflacja znajdzie się poniżej celu inflacyjnego"? Według mnie, to, że przy innych czynnikach niezmienionych może się zdarzyć podwyżka stóp procentowych. Ale Rada dodaje w komunikacie, że nie widzi efektów II rundy, a silny złoty działa w stronę obniżania inflacji. Oznacza to, że jest to nastawienie restrykcyjne, chylące się ku neutralnemu, bo prognoza utrzymywania się inflacji powyżej celu inflacyjnego dezaktualizuje się i rośnie prawdopodobieństwo niższej od obecnie przewidywanej przez NPB inflacji. Czyż więc obecna formuła "projekcja + bilans ryzyka" nie pokazuje więcej odcieni nastrojów Rady niż trzy używane przy nastawieniach?
Drugi argument wiąże się z przyszłością, więc z definicji opiera się na pewnej hipotetycznej konstrukcji. Członkowie RPP publicznie już stwierdzili, że Rada będzie używała trzech nastawień w polityce pieniężnej - restrykcyjnego, neutralnego oraz łagodnego. Załóżmy więc, że po zmianie nastawienia na neutralne gdzieś na początku tego roku, w połowie roku nadejdzie moment, kiedy Rada chciałaby obniżyć stopy tylko raz o 25 czy 50 pb, a następnie utrzymać je na niezmienionym poziomie przez jakieś kolejne 6-9 miesięcy. Zgodnie z zapowiedziami, należałoby przed obniżką zmienić nastawienie na łagodne. Załóżmy przykładowo, że stanie się tak w czerwcu, a w lipcu nastąpi obniżka stóp procentowych. Po obniżce trzeba będzie z powrotem zmienić nastawienie na neutralne albo trzymać nastawienie łagodne przez 6-9 miesięcy bez zmian stóp procentowych? Załóżmy, że zmiana nastawienia z powrotem na neutralne w sierpniu, nastąpi razem z nową projekcją wskazującą, że stopy są już na odpowiednim poziomie. A co, jeśli złoty się umocni i Rada np. w listopadzie będzie chciała obniżyć stopy procentowe o kolejne 25-50 pb? Znowu trzeba byłoby powtarzać całą procedurę zmian nastawienia w polityce pieniężnej, a to oznacza chaos: co kwartał, to inne nastawienie.
Mam nadzieję, że powyższy przykład wskazuje na ryzyko związane z używaniem "nastawień" w momencie, kiedy zmiany stóp procentowych mają charakter dostrajający, a nie charakter silnego oddziaływania na gospodarkę. A sądzę, że w tym i przyszłym roku zmiany stóp procentowych będą miały właśnie charakter małych dostosowań (przy założeniu braku silnych zmian w kursie złotego). W takiej sytuacji sądzę, że o wiele lepszą komunikację można osiągnąć przy użyciu formuły "projekcja + bilans ryzyka".