Wczorajsze notowania niewiele poprawiły obraz rynku, jaki pozostawiają tegoroczne sesje. WIG20 nie był w stanie odrobić nawet niewielkiej części wtorkowej przeceny. Stąd też nie wydaje się, by wczorajszy dzień był czymś więcej niż ruchem powrotnym po przełamaniu ważnego wsparcia przy 1853 pkt. Wydarzenia z tego tygodnia pokazują, że wszystkie wątpliwości dotyczące grudniowego wzrostu i bicia rekordów w końcówce ubiegłego roku były jak najbardziej na miejscu. Nie trzeba było długo czekać, by WIG20 wrócił poniżej szczytu z wiosny ub.r. Zresztą to samo stało się udziałem brazylijskiej Bovespy i chińskiego Hang Seng.
Zatem ostatnie pogorszenie nastrojów nie jest jedynie specyfiką naszego parkietu. To daje powody do zaniepokojenia, gdyż na popyt ze strony krajowych instytucji trudno na razie liczyć. Spadek na innych rynkach wschodzących nie tylko nie pozwala mieć nadziei na dalsze zakupy zagranicznych funduszy, ale każe obawiać się podaży z ich strony.
W dalszym ciągu kluczowe dla przyszłej koniunktury pozostaje zachowanie banków. Pomimo wyraźnej przeceny w tym tygodniu na indeksie WIG-Banki nie powstały jeszcze sygnały sprzedaży. Jesteśmy jednak o krok od nich. Zamknięcie poniżej 33 390 pkt, gdzie przebiega linia pięciomiesięcznego trendu oraz znajduje się górka z wiosny 2004 r., stanowić będzie zapowiedź utrwalenia zniżek. Byłby to ostateczny znak, że podaż na dobre zagościła na warszawskim parkiecie. Do tej pory można było jeszcze liczyć, że inwestorzy zdecydują się na wyprzedaż banków, ale zaczną kupować mocniej przecenione firmy (np. KGHM, PKN, Dębicę, Świecie, Prokom). Ostatnie dni pokazały jednak, że nie ma co na to liczyć.
Wzrost z IV kwartału 2004 r. wspierały właśnie firmy z sektora bankowego. Ze względu na ich dużą płynność to na nich mógł koncentrować się zagraniczny kapitał. Teraz są najbardziej narażone na przecenę. Taką tezę może potwierdzać obniżka notowań węgierskiego banku OTP na dwóch ostatnich sesjach, łącznie o 3,6%.