Uroczystości w Waszyngtonie kosztowały 40 milionów dolarów. Większość rekordowych wydatków pokryły wielkie korporacje, płacąc za całą serię towarzyszących bankietów i balów. Miały w tym swój interes. Kolejne cztery lata będą w Waszyngtonie czasem intensywnego lobbingu i ścierania się różnych grup interesów.
Prezydent Bush nie ukrywa ambitnych planów. Wiele projektów Białego Domu może wpłynąć bezpośrednio lub pośrednio na amerykańskie rynki kapitałowe. Inwestorzy będą zwracać przede wszystkim uwagę na reformę systemu emerytalnego (Social Security), walkę z terroryzmem, notowania dolara oraz rosnące deficyty - budżetowy i w handlu zagranicznym.
Prezydentowi, przynajmniej na początku kadencji, będzie sprzyjać sytuacja makroekonomiczna. W ubiegłym roku gospodarka wytworzyła 2,23 miliona miejsc pracy, co było pierwszym wzrostem netto od trzech lat. Inflacja, dzięki polityce stopniowego podnoszenia stóp procentowych przez Rezerwę Federalną, pozostaje pod kontrolą, a tempo wzrostu PKB także jest zadowalające. Bush zamierza wykorzystać moment dobrej koniunktury, aby jeszcze na początku kadencji zacząć forsować ambitniejsze plany.
W ciągu najbliższych kilku miesięcy Bush chce wysłać do Kongresu projekt ustawy o reformie systemu emerytalnego Social Security. Plany administracji mogą zasadniczo zmienić zasady przepływu kapitału na Wall Street. Utworzenie prywatnych kont emerytalnych i możliwość inwestowania odkładanych tam pieniędzy w bardziej ryzykowne instrumenty finansowe będzie oznaczać nowy zastrzyk kapitału dla amerykańskich giełd, szacowany nawet na kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie. Długofalowe skutki reformy trudno jednak na razie przewidzieć.
Świat biznesu spodziewa się także zmian w prawie podatkowym. Ich celem - przynajmniej teoretycznie - ma być uproszczenie systemu i usunięcie przepisów, pozwalających na wyeliminowanie luk prawnych.