Wyjątkowo udany dla emerging markets był IV kwartał, bo wtedy zagraniczny kapitał płynął tam najszerszym strumieniem. - To efekt słabego dolara i pogoni inwestorów za alternatywą wobec aktywów dolarowych. Część przeniesionych funduszy przepłynęło na kluczowe rynki wschodzące, szczególnie do Chin i Rosji - tłumaczy Josef Ackerman, przewodniczący rady dyrektorów IIF, a na co dzień szef Deutsche Banku. Pod względem wartości ulokowanego na rynkach wschodzących prywatnego kapitału zeszły rok był najlepszy od siedmiu lat i dwukrotnie lepszy od 2002 r. Przyczyniła się do tego ogólnie wysoka płynność na całym świecie i niskie stopy procentowe.
Napływ netto inwestycji kapitałowych - zarówno bezpośrednich, jak i portfelowych - w gospodarkach rozwijających się wzrósł w zeszłym roku o 43 mld USD, do 165 mld USD. Napływ netto kapitału pożyczonego przez banki komercyjne zwiększył się zaś aż dwukrotnie, do 49 mld USD. Inne instytucje pożyczyły 65 mld USD.
Jeśli chodzi o podział pod względem geograficznym, największym beneficjentem była w zeszłym roku Azja i region Pacyfiku, gdzie trafiło ponad 52% wszystkich pieniędzy skierowanych na rynki wschodzące. Gospodarki rozwijające się w Europie, obejmujące m.in. Polskę, Rosję i Turcję, zanotowały wzrost prawie o 50%, do 97 mld USD.
IIF, w którym stowarzyszone są największe banki świata i inne instytucje finansowe, przewiduje, że w tym roku napływ netto prywatnego kapitału na rynki wschodzące będzie porównywalny z zeszłorocznym i wyniesie 276 mld USD. Mniej pieniędzy ma trafiać w postaci pożyczek, natomiast wyraźnie więcej jako inwestycje. Ich kwota ma się zwiększyć do 177 mld USD.