Po otwarciu w okolicach 1830 punktów notowania kontraktów marcowych praktycznie przez całą sesję rosły. Od pierwszej transakcji do dziennego maksimum bykom udało się pokonać dystans 25 punktów. Jeszcze kilka dni napisałbym: imponujące! Jednak po porównaniu z najwyższą w ostatnich miesiącach czarną świecą z wtorku, wczorajsza zwyżka wydaje się nic nie znaczącym drgnięciem rynku. Szczególnie że zamknięcie notowań wypadło na 1847 punktów i było 5 punktów niższe niż w środę. A jednak akcja byków nie była tak niewiele znacząca jak wynikałoby z pierwszego rzutu oka na wykres świecowy. Na wykresie kontynuacyjnym kontraktów udało się bowiem obronić długoterminową linię trendu wzrostowego, która bierze początek jeszcze w 2003 roku. Skoro tak, to jest bardzo prawdopodobne, że dziś będziemy mieli wzrost notowań.

Niestety, rzeczywistość nie jest tak prosta. Warto zwrócić uwagę, że analogiczna linia trendu na wykresie instrumentu bazowego została już przełamana. WIG20 dość zdecydowanie zmierza w kierunku 1800 punktów i choć od wczorajszego zamknięcia nie brakuje indeksowi do tego poziomu zbyt wiele (40 punktów), to tak znaczny ruch w dół nie pozostanie bez wpływu na notowania kontraktów.

Widoczne na wykresach wątpliwości mogą zniechęcać do otwierania jakichkolwiek pozycji. Stan taki nie powinien się utrzymywać zbyt długo. Biorąc bowiem pod uwagę, że każda kolejna fala wzrostowa wynosiła wykres kontynuacyjny coraz niżej nad wspomnianą linię trendu, jej przebicie wydaje się kwestią czasu. A to będzie już istotny sygnał sprzedaży, biorąc pod uwagę, że wsparcie wynikające z jesiennych szczytów zostało już przełamane. Rosnąca zmienność rynku daje nadzieję, że wreszcie czeka nas dłuższy ruch w jednym kierunku.