W minionym tygodniu rynek miedzi reagował bardziej na wiadomości dotyczące podaży oraz popytu niż na zmiany kursów czołowych walut, które często decydują o cenach surowców. Przeważała opinia, że dostawy tego metalu w skali światowej są zbyt małe, by w pełni pokryć rosnące zapotrzebowanie. Potwierdziły to najnowsze dane statystyczne, które wykazały w listopadzie największe od ponad 7 lat ożywienie w amerykańskim budownictwie mieszkaniowym, sugerując dalszy wzrost zużycia miedzi.

Wobec ograniczonej podaży coraz chętniej sięgano do zapasów tego surowca, powodując ich wyczerpywanie. Rezerwy miedzi, nadzorowane przez giełdy w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju, wynosiły na początku tygodnia niespełna 130 tys. ton, co odpowiadało jego zużyciu na świecie przez zaledwie 3 dni. Zapasy będące w dyspozycji giełdy londyńskiej były najmniejsze od 16 lat, a nowojorskiej - od 7 lat. Informacje te stanowiły w ostatnich dniach wystarczający bodziec do stopniowej zwyżki notowań, mimo że w pewnym stopniu hamował ją wzrost kursu dolara do euro.

W piątek sytuacja na rynku walutowym zmieniła się i waluta amerykańska zaczęła znów tracić na wartości. Tym samym pojawił się dodatkowy czynnik utrwalający zwyżkę cen miedzi. Na Londyńskiej Giełdzie Metali surowiec ten w kontraktach trzymiesięcznych zdrożał w piątek po południu do 3080,50 USD za tonę z 3040 USD dzień wcześniej i 3010 USD w końcu poprzedniego tygodnia.